Podkład
Otwieram gwałtownie drewniane drzwi. Wpadam do domu. W jednej ręce trzymam papierosa, w drugiej puszkę w której zostało niewiele piwa. Wyrzucam papierosa przed domem. Z kuchni dobiegają odgłosy kłótni Elizabeth i Johna. Pewnie znowu się upił. Znowu robi awanturę. Z resztą, Elizabeth wcale nie jest lepsza. Tęsknię za tatą. Myślę o tym, co ze sobą zrobiłam. On nigdy by do tego nie dopuścił. Pamiętam, jak przestrzegał mnie przed alkoholem, narkotykami i papierosami. Byłby wściekły. Ciekawe, czy patrzy na mnie. Mam nadzieję, że nie. Wkurzyłby się. Rzucam na ziemię skórzaną kurtkę. Elizabeth, znana także jako moja matka, podbiega do mnie.
-Gdzie ty się szlajasz? Nie chcę następnych telefonów ze szkoły. Nie chcę wiedzieć, że kradniesz. Nie tak cię wychowałam. Dużo lepiej byłoby, gdybyś się nie urodziła.
Powtarzam sobie w myślach ostatnie zdanie. Za każdym razem, kiedy Elizabeth je wypowiada boli tak samo. Może ma rację. Nie powinnam się urodzić. Biegnę na górę zanim w moich oczu wyleją się łzy. Już po chwili znajduję się w moim pokoju. Siadam na łóżku i obejmuję nogi ramionami. Łzy ciekną mi po twarzy. Wydaje się, że nie może być gorzej. Często mi się tak wydaje, ale to tylko złudzenie. Jest coraz gorzej. Podnoszę małego pluszowego misia. Dostałam go od taty lata temu. Pluszak jest brudny od tuszu do rzęs. Przytulam go do twarzy. Wtedy znikąd do głowy przyszło mi pytanie, czy ja w ogóle potrafię kochać? Miłość, to takie ludzkie uczucie, wydaje się, że każdy jej doświadczył. Próbuję sobie przypomnieć czy kiedykolwiek usłyszałam te dwa słowa, niby zwyczajne, a jednak takie ważne. Nie potrafiłam sięgnąć pamięcią. Nie potrafię kochać. Mój szloch przeradza się w płacz. Podginam rękawy ciemnej bluzy przejeżdżam kciukiem po bliznach na nadgarstku. Jest ich pełno. Kiedyś robiłam to często, za każdym razem, kiedy ktoś mnie zdenerwował. Teraz ograniczałam się do minimum. Zawładnął mną płacz. Nie chciałam płakać. Otarłam łzy wierzchiem dłoni. Natychmiast zajrzałam pod łóżko, by sprawdzić, czy został jakiś alkohol. Nic. Zauważyłam stary notes tuż przy ścianie. Wyciągnęłam rękę i chwyciłam notatnik. Okazało się, że to stary pamiętnik. Otworzyłam go na przypadkowej stronie.
Drogi pamiętniczku!
Dziś są moje dziesiąte urodziny. Czekałam na nie długi czas, bo tatuś obiecał mi drogi prezent. Tato, gdzie jesteś? Nie potrzebuję prezentu, jeśli to dlatego cię nie ma. Proszę, wróć. John cały czas na mnie krzyczy, tak samo jak mama. Cassie też tobą tęskni. Jest okropnie, wszyscy zapomnieli o moich urodzinach. Czy odszedłeś przeze mnie? Dlatego, że cię denerwowałam? Bo chciałam drogi prezent? Proszę, wróć. Będę najgrzeczniejszym dzieckiem świata, obiecuję, tylko niech będzie jak dawniej!
Rzucam notesem w kąt pokoju. Nie chcę pamiętać. Wtulam głowę w poduszkę i poprostu leżę. Nie mam siły na płacz. Nie mam siły na smutek. Podnoszę głowę i szukam wzrokiem czegoś ostrego. Wtedy drzwi pokoju otwierają się, a do środka wchodzi Elizabeth.
-Mogę dziś spać u ciebie, córeczko?-pyta.
-Córeczko?! Mówisz serio? Nagle sobie o mnie przypomniałaś, kiedy John wyrzucił cię z sypialni? Wiesz co, wal się. Śpij gdzie chcesz, ale bądź pewna, że dziś w nocy mnie nie zobaczysz!-krzyczę, a łzy spływają mi po policzkach. Błyskawicznie wybiegam z pokoju, a potem z domu. Biegnę przed siebie, nawet nie wiem gdzie. Po kilkunastu minutach biegu zmęczenie bierze górę. Siadam na jednej z ulic Londynu i chowam twarz w dłoniach. Płaczę. Znowu czeka mnie noc na ławce. Czuję jak ktoś siada obok mnie. Nie boję się, jak chce może mnie zabić. Wszystko mi jedno. Ocieram łzy.
-Nie sądzisz, że to niebezpieczne siedzieć tutaj o tej godzinie?-mówi głębokim głosem chłopak w kapturze. Nie widzę jego twarzy, myślę jednak, że jest w moim wieku.
-Nie, jeśli nie masz zamiaru mi nic zrobić-odpowiadam obojętnym tonem. Możesz mnie zabić, dopowiadam w myślach.
-W porządku, nic ci nie zrobię. Mogę cię jedynie odprowadzić do domu.
-Nie chcę-mówię szorstko.-Nie potrzebuję przyjaciół.
-Co tu robisz?-zmienia temat. Sprytne.
-Opalam się.
-Mówię serio.
-Ja też. Zabronisz mi się tu opalać?-pytam sarkastycznie. Dawno z nikim nie rozmawiałam.
-Uciekłaś z domu? Jesteś w ciąży?
-Co? Nie!
-Je też mam problemy...-mówi, po czym kieruje wzrok na mój nadgarstek. Patrzy na niego przez chwilę-Nie rób tego. Jesteś piękna.
-Nie mów mi co mogę, a czego nie. To moja sprawa.-jesteś piękna, jesteś piękna... te słowa tkwiły w moim umyśle. Kim był ten chłopak?-Co ty tu tak w ogóle robisz?
-Spacer.
-Idealna pora na przechadzkę.
-Wiem, teraz przynajmniej nie ma paparazzi-urywa nagle.
-Paparazzi?-pytam zdziwiona. Nie odpowiada, więc gwałtownie ściągam mu kaptur.- Skąś cię kojarzę...
-Harry Styles-Mówi. Patrzę na niego pytająco.- Z One Direction.
-Oh.
-Oh? Miliony dziewczyn zaczęłyby wrzeszczeć na mój widok, a ty mówisz tylko zwykłe oh?
-Niesamowite, nie?-pytam sarkastycznie. Patrzy na mnie jak na idiotkę- W sumie to nawet nie wiem co ja nadal tu robię. Lepiej już pójdę...
-Czekaj-przerywa mi.- Jestem pewny, że potrzebujesz z kimś pogadać.
-Racja. Chcesz posłuchać mojej historii? Proszę bardzo. Mój ojciec zmarł tuż przed moimi dziesiątymi urodzinami. Wprowadził się John. Nienawidzę go. Spieprzył mi życie. Często myślę o samobójstwie, ale jestem zbyt słaba, dlatego miałam skrytą nadzieję, ze ty mnie zabijesz. Siedzę tu, bo nie mam gdzie wrócić. Pewnie czeka mnie kolejna noc na ławce. A potem wszystko będzie takie samo. Wrócę do Elizabeth i Johna, ludzie w szkole będą mnie wyśmiewać, ja nadal będę ćpać i pić. Mam zajebiste życie, prawda?
-Jesteś piękna-mówi po chwili milczenia.
-Nie powtarzaj się-odpowiadam. Podnoszę się i mam zamiar już iść, kiedy chłopak łapie mnie za rękę. Przejeżdża palcem po bliznach i przyciska małą karteczkę do mojej dłoni.
-Mam nadzieję, że zadzwonisz, Frankie.-zaraz, czy ja mu mówiłam moje imię? Jakoś mi się nie wydaje... Chowam karteczkę do kieszeni i odchodzę.
_____________________________
Przepraszam, że taki krótki. Następny jest duużo dłuższy. Jest już napisany, to kiedy go zamieszczę zalezy od liczby komentarzy. Może 5 komentarzy=nowy rozdział? Co Wy na to?
Mówię od razu, że nie jestem directionerką.
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się twoje opowiadanie, masz całkiem dobry styl, nadajesz się. Nie zmarnuj tego. Już Cię dodałam do obserwowanych.
http://karolajna-czyta.blogspot.com/
http://karolajna-czyta.blogspot.com/
No . :)) Myślałam,że dałaś mi link nie o 1D, ale twój blog jest mega, fajny, coolowy, zarąbiaty i wgl . :)) Czekam na kolejny rozdział i na pewno tu jeszcze wpadne, i na pewno zostawię komentarz i mam nadzieję, ze ty zrobisz to samo . :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Domi.
Opowiadanie bardzo fajne i na pewno będę tutaj wpadała, chociaż nie jestem fanką 1D...
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie: http://moje-teksty-piosenek-julie-ross.blogspot.com/
szczerze to nie przepadam za zespołem 1D, ale opowiadanie zaczyna się ciekawie. Zła dziewczyna i młody piosenkarz, który nie wiadomo skąd za jej imię. Zacznę obserwować twojego bloga, pozdrawiam i zapraszam do siebie.
OdpowiedzUsuńnie jestem fanka 1D, ale fajnie piszesz, więc zaobserwuje.
OdpowiedzUsuńLiczę na rewanż i zapraszam serdecznie : http://avatary-other.blogspot.com/
szczerze to ich nie lubię sorki zapraszam też do mnie http://zyciealicebeliger.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńZajebisty rozdział :P
OdpowiedzUsuńMi się tam podoba i jestem ciekawa czy Harry jej pomoże wyjść z tych nałogów :)
Swietne! Kocham 1D ! :D
OdpowiedzUsuńPowodzenia z dalszym pisaniem! Napewno bede czytac! :)
Pozdrawiam <3
Super opowiadanie. Nie jestem fanką One Direction, ale lubię czytać opowiadania z nimi.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.