Punkt widzenia Frankie.
Muszę. Zdecydowałam, że muszę z nim poważnie porozmawiać. Muszę mu to w końcu powiedzieć. Tak będzie lepiej dla nas obydwojga. Nie okłamujmy się. Nigdy nie miałam chłopaka i nie jestem gotowa na nic... takiego. Z drugiej strony nie chcę stracić Harrego. Mam nadzieję, że go nie zranię. W każdym razie, właśnie udaję się do niego. Jadę tym starym gratem, znanym jako mój samochód. Z resztą, dawno przestało mnie obchodzić co pomyślą ludzie. Nie rozumiem po co się tym przejmować. Dojeżdżam pod dom Harrego. Wysiadam z brudnego i starego samochodu. No cóż, mój samochód zupełnie tu nie pasuje. Dom jest duży i ładny, nawet nie mam zamiaru porównywać go do mojego. Widzę, że chłopak musiał zauważyć jak przyjeżdżam, bo wyszedł mi na powitanie. Przytula mnie z uśmiechem na ustach. Czuję się cudownie w tym momencie, tylko trochę dziwnie. Po chwili, kiedy już się od siebie odrywamy, staram się spojrzeć mu w oczy. Nie mogę. Nie wiem czemu, muszę spuścić wzrok.
-Harry, musimy porozmawiać- mówię niezbyt głośno. Wkładam całą siłę, aby w końcu na niego spojrzeć. Chłopak patrzy na mnie lekko marszcząc brwi. Mimo to, uśmiecha się.
-Jasne, nie ma sprawy. Chodźmy się przejść- odpowiada. Idziemy kilkanaście metrów w milczeniu. Cały czas zbieram odwagę, żeby w końcu mu to powiedzieć. W końcu przełamuję się.
-Harry, posłuchaj... Ja nie chcę, żebyś mnie źle zrozumiał, ale nie możemy się spotykać. Na razie nie.- mówię w końcu. Nie patrzę na niego. Szczerze mówiąc, nie mam odwagi zobaczyć jego reakcji. Przez chwilę milczy. Ja także nic nie mówię. Postanawiam przerwać ciszę.- To wszystko dzieje się za szybko.
-Co zrobiłem nie tak, że nie chcesz mnie znać?- pyta Harry. Jego głos łamie mi serce. Najchętniej uciekłabym z płaczem. Jednak wiem, że muszę to skończyć. Łzy zaczynają napływać do mych oczu. Nie teraz, myślę, jeszcze tylko chwila.
-Posłuchaj, to nie tak... Chodzi o to, że ja nigdy.. nie byłam z nikim tak blisko. To wszystko dzieje się za szybko jak dla mnie. Naprawdę cię przepraszam.-mówię szybko. Słowa sklejają się ze sobą. Chcę zostać sama. Jak najszybciej.
-Rozumiem- mówi Harry głosem wypranym z emocji- Cześć.
Odchodzi. Przez chwilę wpatruję się w jego loki. Potem znika za drzwiami. To boli. Cholernie boli. W sumie to sama nie rozumiem moich decyzji. Nie rozumiem siebie. Bo jedna część mnie chce być jak najbliżej Harrego, trzymać go za rękę i wdychać zapach jego perfum. Z drugiej strony, chciałabym, żeby zniknął. Wsiadam do samochodu. Jadę do domu.
Punkt widzenia Poppy
Nie jestem smutna. Nie jestem też szczęśliwa. Nie wiem czemu, ale to wszystko odeszło. Wszystko jest mi obojętne. To jest najgorsze. Ta pustka. Chciałabym wiedzieć tylko na czym stoję. Czy w ogóle mam jakieś szanse u Zayna. Co chwila zerkam na telefon. Chciałabym, żeby napisał. Lubię mieć nadzieję. W sumie tą okropną pustkę, którą czuję mógłby wypełnić tylko on. Gdyby chociażby napisał, że mnie nie chce. Wtedy byłabym smutna. Płakałabym. Już to jest lepsze niż ta cholerna obojętność. W każdym razie, nie mogę przestać myśleć o Zaynie. Po prostu nie mogę. Próbuję skupić uwagę na czymś innym, a wychodzi zupełnie odwrotnie. Nadal myślę o tym głupim chłopaku. Nie cierpię się zakochiwać. Serio.
Moje rozmyślania przerywa dźwięk smsa. Natychmiast przyśpiesza mi bicie serca. Trzęsącymi się rękoma odblokowuję telefon. W myślach błagam, aby był to Zayn. Zamykam na chwilę oczy, w nadziei, że kiedy je otworzę ujrzę imię chłopaka na ekranie. Po chwili głośno wzdycham. To tylko Connie. Czego ona może chcieć? Bez pośpiechu odbieram smsa.
Hej, rozmawiałam z Zaynem :) Spotkajmy się, a wszystko ci opowiem.
Szybko odpisuję. Mamy się spotkać w parku niedaleko mojego domu. Wychodzę w pośpiechu z domu. Jestem podekscytowana. Nie mogę się doczekać, aby usłyszeć co mówił Zayn. Nie dopuszczam do siebie myśli, że chłopak już nie chce się ze mną zadawać. Idę w stronę parku. Widzę Connie. Dziewczyna siedzi na ławce, jak zwykle ubrana w jakieś dziwne, kolorowe ubrania. Po chwili mnie zauważa i uśmiecha się. Podchodzę do niej i także siadam na ławce. Staram się opanować. Mimo wszystko się trzęsę, nie mogę wypowiedzieć ani słowa. Na szczęście Connie zaczyna mówić.
-Hej- wita się. Odpowiadam tylko uśmiechem. Po chwili dziewczyna kontynuuje- Rozmawiałam z Zaynem na twój temat. Chcesz wiedzieć co mówił?
Nie kurde, nie chcę. Co to w ogóle za pytanie? Ona rzeczywiście nie jest zbyt mądra. W każdym razie tylko kiwam głową. Moje serce coraz bardziej przyśpiesza. Patrzę w oczekiwaniu na dziewczynę, pragnąc aby powiedziała to co chcę.
-No więc, nie powinnam ci tego mówić. Ale Zayn nie jest pewny swoich uczuć. Mówił, że pasowało mu, kiedy byliście przyjaciółmi. Nie wie, czy chce czegoś więcej.
Patrzę osłupiała przed siebie. Dlaczego? Dlaczego nic się nie udaje? Nienawidzę się zakochiwać. Czemu to tak bardzo boli? Nadal siedzę na ławce. Nie mówię nic. Nawet nie płaczę. Mam już dość. Mam dość wszystkich i wszystkiego. Chcę, żeby ta głupia dziewczyna już sobie poszła. Chcę zostać sama. Ona, jakby czytała w moich myślach, wstaje. Mówi jeszcze coś, to chyba było: przykro mi. Zostaję sama, tak jak chciałam. Zawsze zostaję sama. Siedzę tak w milczeniu. Czuję się samotna. Bardzo samotna. Chciałabym mieć kogoś, komu mogłabym powiedzieć wszystko. To na pewno nie mogłaby być Ellie. Ona nie słucha. Nigdy nie słucha. Przejmuje się tylko sobą i swoimi problemami. Do tej pory zwierzałam się Zaynowi. Teraz straciłam także jego. Jednak czy mogłam go stracić, jeśli nigdy go nie miałam? A teraz siedzę sama na ławce w ciemnym parku, użalając się nad sobą. Zawsze myślałam, że jestem optymistką. Zawsze udawałam optymistkę. Dużo się uśmiecham. Nikt nie wie co jest w środku.
-Przepraszam, która godzina?- podskakuję ze strachu na ławce. Patrzę na właściciela głosu. Jakiś chłopak w moim wieku, może trochę starszy. Ma ciemną bluzę z kapturem założonym na głowę. Odgarniam rude włosy z twarzy. Tak, brakuje tu tylko jakiegoś głupiego przechodnia.
-20.40- odpowiadam. Zdaję sobie sprawę, że płaczę. Chłopak siada na ławce obok mnie. Patrzy przed siebie.
-Cześć Poppy-mówi po chwili. Matko, skąd on zna moje imię? Teraz to naprawdę się boję.-Chodzi o Zayna, prawda?
-Ja... Skąd wiesz, kim jestem?- mówię oskarżycielskim tonem.
-Nie ważne. No więc, ja cię rozumiem. Jakkolwiek głupio to brzmi, naprawdę to rozumiem. Mnie też nie chce dziewczyna, którą kocham.
Zayn mnie nie chce. Mimo, że to wiem, usłyszenie tego od kogoś innego naprawdę boli. Do tego nie mam pojęcia kim jest ten chłopak.
-Ale... kim jesteś?- pytam w końcu. Zaczynam się bać.
-To naprawdę nie ważne-odpowiada. Próbuję się mu przypatrzeć, ale widzę tylko zarys twarzy. Chłopak wydaje się być przystojny.
-To może powiesz kim jest ta dziewczyna?- pytam zrezygnowana. Nawet nie liczę, że udzieli mi odpowiedzi.
-To ty, Poppy- mówi bez zastanowienia. Wstaje i odchodzi. Zostawia mnie na ławce osłupiałą. Kim on jest?
You Are My Universe
All of us have secrets we will never tell...
niedziela, 13 stycznia 2013
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Rozdział VII
Punkt widzenia Connie
Która to już godzina? Sama nie wiem, ile czasu już balujemy. Mimo to, jestem z Niallem, a z nim wszystko nabiera sensu. Bo go naprawdę kocham. W sumie to nie zwracam uwagi na godzinę. Niall poszedł gdzieś po drinki, a ja stoję na środku sali jak cieć. Mniejsza o to. Czekam na niego już dobre parę minut. Ludzie dookoła bawią się i tańczą. Gdzieś w tłumie zauważam pijanego Louisa tańczącego z kilkoma dziewczynami na raz. Odwracam się i dostrzegam Nialla idącego z kieliszakmi w moją stronę.
-Nareszcie... - mówię w myślach.
Niall stawia drinki na stole i przsiada obok mnie, obejmując moje ramiona.
-Nikogo tak nie kocham jak ciebie, dzięki tobie moje życie jest inne - mówi i patrzy głęboko w moje oczy.
Nie wiem co na to odpowiedzieć i jak odwzajemnić moje uczucia. Zbieram się na odwagę i odpowiadam :
- Wiesz...kiedy powiedziałeś, że ci się podoba mankini i ze chcesz ze mną być, od razu wiedziałam, że to najpiękniejsze chwile w moim życiu. Kiedy moi rodzice zginęli, myślałam, że ze mną też już koniec, jednak mój brat cioteczny - Louis zawsze podtrzymywał mnie na duchu, z resztą teraz też tak robi, jak widzi, że ze mną jest coś nie tak. W moim sercu jest olbrzymia pustka i do tej pory nikt tego nie mógł zmienić, jednak mam taką nadzieję, że ty potrafisz.
Na koniec wypowiedzi dodaję niewinny uśmiech.
- Obiecuję, że twoje życie się zmieni i wiedz o tym, że na mnie zawsze możesz liczyć - mówi przytulając mnie. A teraz chodźmy potańczyć !
Chwyta mnie za rękę i wyciąga na parkiet.
Właśnie zaczynała się wolna piosenka. Mocno do siebie przytuleni zaczynamy tańczyć wolnego. Głęboko patrzę w jego niebieskie oczy. Chłopak odwzajemnia spojrzenie i uśmiecha się. Nie myślę już o rodzicach, których nie ma, ani o wkurzającym bracie i złych ocenach, przez które mogę nie zdać. Jedyne o czym myślę to Niall.
Piosenka się kończy. Odrywam głowę od jego ramienia i proponuję wyjście na dwór. Chłopak zgadza się.
- Bo wiesz ... ja... - ciągnę, chodź przerywa mi Niall całując mnie w usta.
Po chwili mówi:
- Wiem, wiem co chcesz powiedzieć i.. ja tak samo
Patrzę w jego uwodzicielskie błękitne oczy i tonę w nich. Nie mogę oderwać od nich wzroku. Nialler patrzy na mnie z takim zaciekawieniem, jakbym była czymś niezwykłym.
Na dworzu było bardzo ciemno, no racja, czego się spodziewać skoro była noc. W okół klubu nie było nawet żadnej lampy, ale oczy Nialla nawet w nocy były widoczne.
-Kocham cię - odpowiadam, chociaż on wcale nie pytał mnie o nic, ale mam wrażenie, że coś chciał powiedzieć.
Spuszczam trochę wzrok w dół, by nie było to zbyt frustrujące. W tym czasie Niall delikatnie podnosi moją głowę, odgarnia grzywkę i całuje mnie dość namiętnie w usta. Ten pocałunek był inny niż wszystkie. Nie był to szybkie cmoknięcie. Trwał dosyć długo, przymknęłam oczy, więc nie wiem czy on patrzył na mnie czy również miał zamknięte. Jego ręce obejmowały mnie, moje zaś leżały na jego klacie. W tym czasie myślałam o tym jak bardzo go kocham, nawet bardziej niż rodziców, których w ogóle mogłam nazwać rodzicami. Nie wiedziałam jednak o tym co myślał Niall.
Przerywa nam ta dziewczyna Poppy, krzycząc głośno : Connie !!!!
Niall patrzy na mnie i mówi:
-Będę czekał przy samochodzie, pojedziemy gdzieś.
- Okej, zaraz będę, nie zajmie mi to długo - odpieram.
Idę z Poppy w stronę wejścia do klubu. Po chwili ona zaczyna mi się zwierzać:
-Conn , mogłabyś mi pomóc z Zaynem? Bo on mi się bardzo podoba, no a wiesz... Powiedział mi, że musi to przymyśleć i się do mnie odezwie, ale.. ja nie chcę czekać. On mi się za bardzo podoba, a nie wiem czy ja mu też. Proszę , mogłabyś z nim pogadać o mnie ?
- Spróbuję go do ciebie namówić, on też potrzebuje sporo czasu, bo ostatnio zmarł mu pies, który kiedyś uratował mu życie, ale to za dużo żeby ci opowiadać, w sumie to on nie chce żeby o tym komukolwiek mówić, chyba że innym razem. Obiecuję, że z nim pogadam, a teraz muszę iść. Do zobaczenia Poppy ! - odpieram dziewczynie.
Szczerze mówiąc było mi jej szkoda, no bo widać jak jej zależy na Zaynie. Jednak postanawiam nie martwić się teraz cudzymi problemami. Z uśmiechem na ustach udaję się w stronę samochodu Nialla. Chłopak także uśmiecha się.
-Czego chciała ta dziewczyna?-pyta obejmując mnie ramieniem.
-Teraz to nieważne. Wszystko jest nieważne. Liczymy się tylko my.-odpowiadam.- Chodźmy gdzieś. Gdzieś daleko, tak, żeby nikt nas nie znalazł. Spędźmy tam dużo czasu. Odpocznijmy.
-Oczywiście, jak sobie życzysz Księżniczko-mówi Niall z uśmiechem. Całuje mnie przelotnie w usta. Bierze mnie za rękę. Idziemy razem przed siebie. Nic się nie liczy. Ważni jesteśmy tylko my.
_________________________________________________________________
-Nareszcie... - mówię w myślach.
Niall stawia drinki na stole i przsiada obok mnie, obejmując moje ramiona.
-Nikogo tak nie kocham jak ciebie, dzięki tobie moje życie jest inne - mówi i patrzy głęboko w moje oczy.
Nie wiem co na to odpowiedzieć i jak odwzajemnić moje uczucia. Zbieram się na odwagę i odpowiadam :
- Wiesz...kiedy powiedziałeś, że ci się podoba mankini i ze chcesz ze mną być, od razu wiedziałam, że to najpiękniejsze chwile w moim życiu. Kiedy moi rodzice zginęli, myślałam, że ze mną też już koniec, jednak mój brat cioteczny - Louis zawsze podtrzymywał mnie na duchu, z resztą teraz też tak robi, jak widzi, że ze mną jest coś nie tak. W moim sercu jest olbrzymia pustka i do tej pory nikt tego nie mógł zmienić, jednak mam taką nadzieję, że ty potrafisz.
Na koniec wypowiedzi dodaję niewinny uśmiech.
- Obiecuję, że twoje życie się zmieni i wiedz o tym, że na mnie zawsze możesz liczyć - mówi przytulając mnie. A teraz chodźmy potańczyć !
Chwyta mnie za rękę i wyciąga na parkiet.
Właśnie zaczynała się wolna piosenka. Mocno do siebie przytuleni zaczynamy tańczyć wolnego. Głęboko patrzę w jego niebieskie oczy. Chłopak odwzajemnia spojrzenie i uśmiecha się. Nie myślę już o rodzicach, których nie ma, ani o wkurzającym bracie i złych ocenach, przez które mogę nie zdać. Jedyne o czym myślę to Niall.
Piosenka się kończy. Odrywam głowę od jego ramienia i proponuję wyjście na dwór. Chłopak zgadza się.
- Bo wiesz ... ja... - ciągnę, chodź przerywa mi Niall całując mnie w usta.
Po chwili mówi:
- Wiem, wiem co chcesz powiedzieć i.. ja tak samo
Patrzę w jego uwodzicielskie błękitne oczy i tonę w nich. Nie mogę oderwać od nich wzroku. Nialler patrzy na mnie z takim zaciekawieniem, jakbym była czymś niezwykłym.
Na dworzu było bardzo ciemno, no racja, czego się spodziewać skoro była noc. W okół klubu nie było nawet żadnej lampy, ale oczy Nialla nawet w nocy były widoczne.
-Kocham cię - odpowiadam, chociaż on wcale nie pytał mnie o nic, ale mam wrażenie, że coś chciał powiedzieć.
Spuszczam trochę wzrok w dół, by nie było to zbyt frustrujące. W tym czasie Niall delikatnie podnosi moją głowę, odgarnia grzywkę i całuje mnie dość namiętnie w usta. Ten pocałunek był inny niż wszystkie. Nie był to szybkie cmoknięcie. Trwał dosyć długo, przymknęłam oczy, więc nie wiem czy on patrzył na mnie czy również miał zamknięte. Jego ręce obejmowały mnie, moje zaś leżały na jego klacie. W tym czasie myślałam o tym jak bardzo go kocham, nawet bardziej niż rodziców, których w ogóle mogłam nazwać rodzicami. Nie wiedziałam jednak o tym co myślał Niall.
Przerywa nam ta dziewczyna Poppy, krzycząc głośno : Connie !!!!
Niall patrzy na mnie i mówi:
-Będę czekał przy samochodzie, pojedziemy gdzieś.
- Okej, zaraz będę, nie zajmie mi to długo - odpieram.
Idę z Poppy w stronę wejścia do klubu. Po chwili ona zaczyna mi się zwierzać:
-Conn , mogłabyś mi pomóc z Zaynem? Bo on mi się bardzo podoba, no a wiesz... Powiedział mi, że musi to przymyśleć i się do mnie odezwie, ale.. ja nie chcę czekać. On mi się za bardzo podoba, a nie wiem czy ja mu też. Proszę , mogłabyś z nim pogadać o mnie ?
- Spróbuję go do ciebie namówić, on też potrzebuje sporo czasu, bo ostatnio zmarł mu pies, który kiedyś uratował mu życie, ale to za dużo żeby ci opowiadać, w sumie to on nie chce żeby o tym komukolwiek mówić, chyba że innym razem. Obiecuję, że z nim pogadam, a teraz muszę iść. Do zobaczenia Poppy ! - odpieram dziewczynie.
Szczerze mówiąc było mi jej szkoda, no bo widać jak jej zależy na Zaynie. Jednak postanawiam nie martwić się teraz cudzymi problemami. Z uśmiechem na ustach udaję się w stronę samochodu Nialla. Chłopak także uśmiecha się.
-Czego chciała ta dziewczyna?-pyta obejmując mnie ramieniem.
-Teraz to nieważne. Wszystko jest nieważne. Liczymy się tylko my.-odpowiadam.- Chodźmy gdzieś. Gdzieś daleko, tak, żeby nikt nas nie znalazł. Spędźmy tam dużo czasu. Odpocznijmy.
-Oczywiście, jak sobie życzysz Księżniczko-mówi Niall z uśmiechem. Całuje mnie przelotnie w usta. Bierze mnie za rękę. Idziemy razem przed siebie. Nic się nie liczy. Ważni jesteśmy tylko my.
_________________________________________________________________
środa, 2 stycznia 2013
Rozdział VI: Poppy
Czemu mnie nienawidzicie? Czemu wszyscy mnie nienawidzą? Przecież staram się być miła. A zresztą, pieprzyć wszystkich. Czemu Zayn mnie nie lubi? Jeszcze niedawno... byliśmy przyjaciółmi. A może mi się zdawało? W każdym razie często się widywaliśmy, rozmawialiśmy, razem spędzaliśmy czas. Czemu musiałam się w nim zakochać? Zawsze wszystko komplikuję. Czasami nawet mi trudno wytrzymać z samą sobą. Ale w sumie, to lubię siebie. Tylko czasami nie. Nie lubię tylko swoich włosów. Jestem ruda. Zbliża się koniec lekcji, zdaję sobie sprawę, że praktycznie nie uważałam, tylko myślałam o Zaynie. O jego włosach, oczach, uśmiechu, ogólnie o wszystkim, co z nim związane. O tym, że prawdopodobnie jestem w nim zakochana. Zaraz, próbuję sobie przypomnieć ile według internetu trwa zauroczenie, zanim przechodzi do zakochania. Trzy miesiące? Cztery? A ile już mi podoba się Zayn? Sama nie wiem. Nie liczę. Podobno szczęśliwi nie liczą czasu. Tylko czy ja jestem do końca szczęśliwa?
Dzwonek. Wychodzę z klasy. Ellie mówi coś do mnie, jednak nie słucham. Średnio mnie to interesuje. Mimo to, tuż obok niej kieruję się do wyjścia. Decyduję, aby napisać do Zayna kolejnego smsa. Czy ja jestem zbyt nachalna? Nie zważając na to, co robię, potykam się o jakiś plecak. Upadam, a telefon wypada mi z rąk. Super. Ciamajda (bo tak czasem nazywa mnie Ellie) zupełnie do mnie pasuje. Podnoszę się z ziemi, nie mogę jednak opanować śmiechu. Tak, śmianie się z siebie na pewno zalicza się do moich pozytywnych cech. W każdym razie, postanawiam wyjść ze szkoły jak najszybciej, w nadziei, że nikt nie widział mojej gleby. Rozglądam się za Ellie, nie mam pojęcia, gdzie zniknęła. W takim razie, nie obrazi się, jeśli sobie pójdę. W takim razie, wychodzę ze szkoły. Zerkam jeszcze na telefono, patrzę, czy Zayn przypadkiem nie odpisał. Idę, powtarzając sobie na głos: "Odpisz Zayn, odpisz!" , jak jakieś zaklęcie. Nagle wyłapuję jego imię w tłumie.
-Zayn będzie, czy nie?- pyta jakaś chuda, wysoka blondynka. Jest ubrana w krótką, kolorową sukienkę. Stoi na przeciwko jej zupełnego przeciwieństwa.
-Nie wiem- odpowiada ze średnim zainteresowaniem druga dziewczyna, brunetka, ubrana w czarne dżinsy i koszulkę tego samego koloru. Jednak taka odpowiedź zdaje się nie znechęcać drugiej dziewczyny, która kiwa z podekscytowaniem głową. Zastanawiam się, czy dziewczyny są z mojej szkoły, chyba tak, jeśli stoją przed wejściem.
-Oh, w takim razie do zobaczenia na imprezie. Pa, Franks- rzuca blondynka, po czym odchodzą w różne strony. Impreza. Impreza, na której będzie Zayn. Tylko gdzie? I której, bo domyślam się, że to dziś? Okej, pomyślmy. Nikt mnie nie poinformował o żadnej imprezie... Super. Zdaje się, że naprawdę nikt mnie nie lubi. Trudno. Muszę pogadać z Zaynem. W każdym razie, blondynka wyglądała na bardziej rozmowną. Widzę jak się oddala. Nie mam pojęcia jak się nazywa, wydaje mi się tylko, że jest starsza. Podejmuję decyzję, której mogę potem żałować... Pieprzyć to. Podbiegam do dziewczyny.
-Hej- witam się z uśmiechem. Dziewczyna reaguje tak samo. To dobrze.-Nazywam się Poppy.
-Cześć Poppy, jestem Connie. - Czas na rozmowę.
Idziemy już razem parę minut. W końcu dziewczyna podejmuje temat na którym mi najbardziej zależy.
-A wiesz, dziś jest taka fajna impreza. A ty wydajesz się sympatyczna. Może byś wpadła?- ukrywam w sobie całą radość. Od zawsze kochałam aktorstwo, a ta umiejętność często się przydaje.
-Hmm, no nie wiem... A kto tam będzie?- pytam, jakbym wcześniej wcale nie podsłuchiwała ich rozmowy. Niee, nie podsłuchiwałam, oczywiście, że nie.
-No wiesz... One Direction- mówi Connie, po czym uśmiecha się szeroko. Odwzajemniam uśmiech.
-Raczej wpadnę- mówię. Dziewczyna jeszcze przez chwilę opowiada mi o imprezie, uwzględniając także miejsce i czas. Wkrótce wyszukuję wzrokiem swój dom, po czym oddalam się. Wszystko w mojej głowie śpiewa: "Zobaczę dzisiaj Zayna, zobaczę dzisiaj Zayna".
Parę godzin później
Jestem gotowa. Chyba można tak powiedzieć. Ubrałam się w sukienkę. Jest czarna i krótka. Moje włosy są rozpuszczone. Patrzę w lustro. No, nie wyglądam tak źle. W każdym razie, czas iść. Zawieść mnie ma mój dwudziestoletni brat. Jedziemy kilkanaście minut w milczeniu, z radia dochodzi muzyka. Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że nie będę znała nikogo, oprócz Zayna (który może nie chcieć ze mną gadać) i tej dziwnej Connie. Dobra, miejmy nadzieję, że wyjaśnię tą sprawę z Zaynem. Dojeżdżamy na miejsce. Wychodzę z czarnego samochodu i przybywam do dużego klubu. Od razu szukam wzrokiem chłopaka w ciemności rozświetlanej kolorowymi światłami. Nigdzie go nie widzę. Cóż, w końcu jest dużo ludzi. Wypatruję Connie. Zamiast tego widzę tą drugą, ciemnowłosą i sztywną. Kieruję się w jej stronę. Zauważam, że rozmawia z Harrym Stylesem. Cóż, nie chcę się mieszać, więc idę gdzieś w róg klubu. Jak ja chociaż przez chwilę mogłam sądzić, że znajdę tu Zayna? Chcę wyjść. Wyciągam telefon, aby napisać do brata. Wtedy widzę coś kontem oka. Ciemne włosy, czerwono-czarna koszula w kratkę... ZAYN! Chowam telefon, po czym ruszam w jego stronę. Stoi do mnie tyłem. Dotykam jego pleców. Nie reaguje. Powtarzam to, tylko mocniej.
-Zayn!-krzyczę. Odwraca głowę, po czym patrzy na mnie. Trudno mi ocenić jego uczucia. Nagle bierze mą dłoń i prowadzi mnie na zewnątrz. Przez chwilę stoimy i po prostu patrzymy na siebie. Zimny wiatr dmucha w mą twarz i rozwiewa włosy. Mam gęsią skórkę z zimna.
-Słuchaj, ja...muszę odpocząć. I pomyśleć- mówi w końcu wypranym z emocji głosem.- Może nie spotykajmy się przez chwilę. Nie gniewaj się, proszę.- Otworzył drzwi klubu i przytrzymał, abym weszła. Nie mam ochoty na dalszą imprezę.Kręcę przecząco głową. Wymuszam uśmiech, pragnąc, aby wygladał jak najbardziej naturalnie. Mruknęłam coś wymigająco. Oddalam się w stronę domu. Łzy spływają po mej twarzy. Rozpadam się na kawałki.
___________________________________________
niedziela, 30 grudnia 2012
Rozdział V
Punkt widzenia Frankie
Nie wiem co chciał mi powiedzieć Harry. Myślałam o tym całą noc, ale wstydziłam się do niego napisać. Wymyśliłam wiele przypuszczalnych wersji jego wypowiedzi np. że zmienił co do mnie zdanie i nie chce się ze mną widzieć. Nie zdziwiłabym się. W końcu przecież przez tyle lat żaden chłopak nie zbliżał się do mnie. Chłopcy się mnie bali i nie przeszkadzało mi to. Ale teraz to coś innego... Harry jest inny, zupełnie wyjątkowy. Ciągle mam w głowie obraz jego zielonych oczu, jego miękkich loków. Nie mogę przestać o nim myśleć... Zastanawiam się kiedy go zobaczę. Jeśli to w ogóle się wydarzy. hmm, to zupełnie nie jest w moim stylu. Nigdy nie przejmowałam się chłopakiem tak bardzo. W ogóle nigdy nie przejmowałam się chłopakiem. Co jest ze mną nie tak?!
Nie wiem co chciał mi powiedzieć Harry. Myślałam o tym całą noc, ale wstydziłam się do niego napisać. Wymyśliłam wiele przypuszczalnych wersji jego wypowiedzi np. że zmienił co do mnie zdanie i nie chce się ze mną widzieć. Nie zdziwiłabym się. W końcu przecież przez tyle lat żaden chłopak nie zbliżał się do mnie. Chłopcy się mnie bali i nie przeszkadzało mi to. Ale teraz to coś innego... Harry jest inny, zupełnie wyjątkowy. Ciągle mam w głowie obraz jego zielonych oczu, jego miękkich loków. Nie mogę przestać o nim myśleć... Zastanawiam się kiedy go zobaczę. Jeśli to w ogóle się wydarzy. hmm, to zupełnie nie jest w moim stylu. Nigdy nie przejmowałam się chłopakiem tak bardzo. W ogóle nigdy nie przejmowałam się chłopakiem. Co jest ze mną nie tak?!
Jest trzecia nad ranem, deszcz bębni w parapet, słyszę
świszczący wiatr. Nie mogę zasnąć, a to wszystko przez Niego... Zamykam oczy, a
wszystko co widzę, to twarz Harrego. Zachowuję się bardzo dziwnie, jeszcze nigdy tak nie było. Wzdycham. Leżę tak jeszcze parę minut. Nagle słyszę jakiś dźwięk. Jakby
ktoś walił w drzwi mego balkonu. Boże, co ja sobie wyobrażam. Rzeczywiście
potrzebuję snu. Zaciskam powieki. Pukanie stanie się coraz głośniejsze, mam ochotę schować głowę
pod kołdrą. A potem dzieję się coś, przez co prawie krzyczę ze strachu.
-Wpuść mnie do
cholery!!-ktoś krzyknął zza drzwi. Zaraz to nie był KTOŚ. Serce podskoczyło mi
do gardła. Wstaję i otwieram drzwi. Na moim balkonie stoi zmoknięty Harry
Styles. Jego piękne loki, teraz przyklapnięte do czoła pod wpływem wody. Nie przebrał się od naszego spotkania. Z
jego ubrań cieknie woda. Uśmiecha się szeroko, a zarazem nieśmiało. Czuję,
że... W sumie to nic nie czuję. Patrzę na niego osłupiała. Staram się wydoby ć z siebie jakikolwiek dźwięk, jednak głos utknął w moim gardle. Na prawdę zabrakło mi słów. Skąd on się tu wziął? W ogóle, jak się tu dostał?
-Wszedłem przez balkon-mówi, jakby czytając mi w myślach- Trochę pada.
-Tak. Ja...-mówię w końcu. Nie mogę ułożyć zdania. Co jest nie tak?-Co ty tu robisz?
-No... jak już mówiłem, wszedłem przez balkon no i jestem-odpowiada chłopak z uśmiechem. Patrzę na niego z poirytowaniem. Mógłby zrozumieć moje słowa za pierwszym razem, chociaż raz.-Aaa, no tak. Miałem ci coś powiedzieć.
-Rzeczywiście. Więc mów.
Punkt widzenia Harrego
Boże, w co ja się wpakowałem. Nie powiem jej, że mi się podoba. Nie mogę. Nie teraz. Nie tutaj. Nie tak. Romantyczny moment dzisiejszego (wczorajszego) wieczoru już się skończył. Jestem pewny, że wkrótce nadarzy się kolejna okazja, aby porozmawiać z nią o uczuciach. Patrzę na Frankie. Cóż, ona także nie przebrała się od naszej 'randki'. Jej włosy są rozczochrane, a makijaż rozmazany. Zupełnie, jak kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy. Mimo to, jest piękna. Uśmiecham się mimowolnie. Czuję, że cieknie ze mnie woda. Powinienem już iść. Może tym razem postaram się wyjść drzwiami?
-Harry, miałeś dokończyć- przypomina mi zirytowana. Muszę coś wymyślić, cokolwiek, co nie zabrzmiałoby wystarczająco mądrze.
-Tak. Zastanawiałem się, czy moglibyśmy się spotkać jutro po szkole?- całkiem niezłe, jak na wymyślone w biegu.
-Umm,jasne. Do jutra w takim razie- mówi, a przez jej twarz przebiega coś na kształt uśmiechu. Lubię, kiedy się uśmiecha.
-Jutro rano po was przyjadę. Żegnaj Amigos- mówię, kończąc małym śmiechem. Ahh, te moje specyficzne poczucie humoru. Wychodzę, tym razem rzeczywiście drzwiami. Martwię się tylko tym, aby nie obudzić żadnego z domowników. I, oczywiście, nie mogę doczekać się jutra.
Krótkie, bardzo krótkie. Następny rozdział wkrótce (:
-Wszedłem przez balkon-mówi, jakby czytając mi w myślach- Trochę pada.
-Tak. Ja...-mówię w końcu. Nie mogę ułożyć zdania. Co jest nie tak?-Co ty tu robisz?
-No... jak już mówiłem, wszedłem przez balkon no i jestem-odpowiada chłopak z uśmiechem. Patrzę na niego z poirytowaniem. Mógłby zrozumieć moje słowa za pierwszym razem, chociaż raz.-Aaa, no tak. Miałem ci coś powiedzieć.
-Rzeczywiście. Więc mów.
Punkt widzenia Harrego
Boże, w co ja się wpakowałem. Nie powiem jej, że mi się podoba. Nie mogę. Nie teraz. Nie tutaj. Nie tak. Romantyczny moment dzisiejszego (wczorajszego) wieczoru już się skończył. Jestem pewny, że wkrótce nadarzy się kolejna okazja, aby porozmawiać z nią o uczuciach. Patrzę na Frankie. Cóż, ona także nie przebrała się od naszej 'randki'. Jej włosy są rozczochrane, a makijaż rozmazany. Zupełnie, jak kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy. Mimo to, jest piękna. Uśmiecham się mimowolnie. Czuję, że cieknie ze mnie woda. Powinienem już iść. Może tym razem postaram się wyjść drzwiami?
-Harry, miałeś dokończyć- przypomina mi zirytowana. Muszę coś wymyślić, cokolwiek, co nie zabrzmiałoby wystarczająco mądrze.
-Tak. Zastanawiałem się, czy moglibyśmy się spotkać jutro po szkole?- całkiem niezłe, jak na wymyślone w biegu.
-Umm,jasne. Do jutra w takim razie- mówi, a przez jej twarz przebiega coś na kształt uśmiechu. Lubię, kiedy się uśmiecha.
-Jutro rano po was przyjadę. Żegnaj Amigos- mówię, kończąc małym śmiechem. Ahh, te moje specyficzne poczucie humoru. Wychodzę, tym razem rzeczywiście drzwiami. Martwię się tylko tym, aby nie obudzić żadnego z domowników. I, oczywiście, nie mogę doczekać się jutra.
Krótkie, bardzo krótkie. Następny rozdział wkrótce (:
środa, 26 grudnia 2012
Wielki powrót :)
Hej, jak pewnie zauważyliście, dawno nie było postów. Chcę powiedziec, że wracamy, a kolejny rozdział pojawi się już niedługo :) Więc polecajcie bloga znajomym i nieznajomym, komentujcie, obserwujcie, bo właśnie dzięki temu, że ktoś to czyta chce nam sie nadal pisac :)
czwartek, 31 maja 2012
niedziela, 27 maja 2012
Rozdział IV: Harry
Natychmiast odrywam się od dziewczyny.
-Co ty wyprawiasz?!-krzyczę, próbując przekrzyczeć muzykę. Dziewczyna patrzy na mnie jakby chciała pocałować mnie ponownie. Mam tylko nadzieję, że Frankie tego nie widziała. Aha fajnie. Tracę nadzieję, kiedy podbiega do mnie Connie i zaczyna wydzierać się na mnie. I tak nie słyszę jej dokładnie, bo muzyka jest zbyt głośna. Po chwili biegnę w stronę wyjścia. Delikatne światła oświetlają ciemność nocy. Na niebie widać dużo gwiazd i księżyc w pełni. Frankie siedzi na ziemi. Podchodzę do niej. Dziewczyna podnosi głowę, widzę, że płakała. Jestem zły na siebie. Po co w ogóle zbliżałem się do tamtej dziewczyny?
-Odejdź!-krzyczy Franks. Mimo wszystko siadam obok niej. Pragnę wszystko jej wytłumaczyć.
-Ona mnie pocałowała. W sumie to też moja wina, nie powinienem przecież zbliżać się do szalonych fanów. Może w ogóle powinienem się z nimi nie spotykać?-pytam sarkastycznie. Może trochę za ostro-Przepraszam Frankie. Zależy mi na tobie.-dziewczyna nadal się nie odzywa. Siedzimy w milczeniu parę długich minut.
-Ja też przepraszam-mówi w końcu- Nie powinnam była się tak zachowywać. Nie chodzę z tobą ani nic.
-Chodź-mówię i wstaję. Dziewczyna patrzy na mnie jak na idiotę-Zabiorę cię w takie jedno miejsce.
Frankie podnosi się. Biorę ją za rękę. Zauważam, że dziewczyna wygląda pięknie, nawet rozczochrana i z rozmazanym makijażem. Przecież taką widziałem ją po raz pierwszy. Wydaje się, że w ogóle do siebie nie pasujemy, że jesteśmy z zupełnie innych światów. A jednak, chciałbym, aby była kimś znacznie więcej. Chciałbym, aby odwzajemniała moje uczucia. Wiem, że może to być dla niej trudne, nawet bardziej niż się spodziewam.
-Daleko jeszcze?-pyta Frankie-Nogi mnie już bolą.
-Mówisz, że nogi cię bolą?-Uśmiecham się. Podnoszę dziewczynę. Jest zadziwiająco lekka.-Lepiej?
-Puść mnie!-Franks śmieje się. Kręcę się z nią dookoła. Dobrze widzieć, że w końcu sie uśmiecha.
-Już niedaleko.-mówię.
-Możesz mi powiedzieć dokąd idziemy?
-Kto idzie, ten idzie-obydwoje zaczynamy się śmiać. Nie chcę jeszcze zdradzić jej mojego tajemniczego miejsca. Idziemy jeszcze parę minut, rozmawiamy i śmiejemy się. W końcu docieramy. Stawiam Frankie na ziemi i chwytam jej dłoń-Jesteśmy. To moje magiczne miejsce. Praktycznie nikt o nim nie wie. Zabieram tu tylko osoby, na których mi zależy.
Znajdujemy się w dużym parku. Rzadko kto o nim wie, mimo wszystko jest zadbany. Mniej więcej na środku znajduje się niewielki staw. Wokół niego rozstawione są małe latarnie. Dookoła rosną różne drzewa i krzewy. W rogach stoi parę ławek. Obok stawu posadzone są różnokolorowe kwiaty. W tafli wody odbija się jasny księżyc w pełni. Miejsce wygląda magicznie, szczególnie w noc taką jak ta. Blask gwiazd i małych latarni sprawia, że wszystko jest dokładnie widoczne. Frankie stoi bok mnie, widzę, że jest oszołomiona pięknem tego miejsca.
-Podoba ci się?-pytam po dłuższej chwili milczenia.
-Nie widziałam, że w Londynie są takie piękne miejsca.
-Mówiłem ci już, rzadko kto zna ten park. Zabieram tutaj osoby na których naprawdę mi zależy.-patrzę dziewczynie głęboko w oczy. Tak bardzo chciałbym poczuć jej usta na moich... Jednak jestem prawie pewien, że to jeszcze nie pora. Dziewczyna wydaje się zmieszana. Siadam na ziemi i nakłaniam ją gestem, żeby zrobiła to samo. Patrzę w górę na jasno świecące gwiazdy. Dzięki nim widać wszystko wyraźnie, nawet piękną twarz Frankie. Zaraz, od kiedy ja tak myślę? Kim jest ta dziewczyna? Działa na mnie jak magnez. Prawie nieznajoma, jednak czuję, jakbym znał ją od lat.
-Widzisz tą gwiazdę?-wskazuję palcem na najjaśniejszą z nich-Kiedyś będzie twoja. Kupię ci ją i nazwę Frankie. Jest piękna. Przypomina mi ciebie. Rozświetla ciemne niebo. Rozświetlasz me niebo.-ostatnie zdanie wypowiadam prawie szeptem. Patrzę dziewczynie głęboko w oczy. Przez jej usta przemyka drobny uśmiech. Cieszę się, że jest szczęśliwa. Frankie kładzie sie na zimnej ziemi, postanawiam zrobić to samo. Leżymy obok siebie patrząc na gwiazdy.
-Znamy się ledwo od dwóch dni.-mówi dziewczyna. Przytakuję.
-Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?-pytam, a Frankie lekko się czerwieni,
-Nie wiem. Nigdy nie byłam zakochana.
-Musiałaś się w kimś kochać. Każdy przez to przechodzi.-unoszę pytająco brew.
-Nie jestem każdym.
-Nie odstawiaj scen z wredną dziwką. Wiem, że taka nie jesteś Franks. Masz rację, nie jesteś każdym. Jesteś wyjątkowa.-po tych słowach następuje cisza. Nie jest to krępujące milczenie, po prostu dwie osoby cieszą się swoją obecnością. Przynajmniej ja.-Frankie, wiem, że znamy się zaledwie od dwóch dni. Jednak chcę, żebyś wiedziała, że...
Przerywa mi dźwięk dzwonka telefonu. Fuck. Frankie wyjmuje komórkę z niedużej torebki.
-Halo?-pyta.-Tak. W parku. Tak, jest okej. Hmm... Dobra. Pa.
-Kto to?
-Connie. Zaraz po mnie przyjedzie.-Dlaczego? Mam chęć zadzwonić do tej pieprzonej dziewczyny i zabronić jej przyjechać. Czemu akurat w takim momencie? Nie mogła zadzwonić parę minut później. Uznałem, że moment został spieprzony. Razem z Frankie kierujemy się w stronę głównej ulicy. Czekamy w milczeniu. Po około dziesięciu minutach Niall i Connie przyjeżdżają po nas. Odwożą do domu najpierw dziewczynę, a potem mnie. Wiem, że muszę niedługo spotkać się z Frankie. Muszę spróbować jeszcze raz.
______________________________________
I jak, podoba się? Średnio umiem pisać z perspektywy chłopaka. W każdym razie, jeszcze raz wielkie dzięki za komentarze, zachęcam do dalszego czytania, bo następny rozdział to będzie coś zupełnie nowego ♥
-Widzisz tą gwiazdę?-wskazuję palcem na najjaśniejszą z nich-Kiedyś będzie twoja. Kupię ci ją i nazwę Frankie. Jest piękna. Przypomina mi ciebie. Rozświetla ciemne niebo. Rozświetlasz me niebo.-ostatnie zdanie wypowiadam prawie szeptem. Patrzę dziewczynie głęboko w oczy. Przez jej usta przemyka drobny uśmiech. Cieszę się, że jest szczęśliwa. Frankie kładzie sie na zimnej ziemi, postanawiam zrobić to samo. Leżymy obok siebie patrząc na gwiazdy.
-Znamy się ledwo od dwóch dni.-mówi dziewczyna. Przytakuję.
-Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?-pytam, a Frankie lekko się czerwieni,
-Nie wiem. Nigdy nie byłam zakochana.
-Musiałaś się w kimś kochać. Każdy przez to przechodzi.-unoszę pytająco brew.
-Nie jestem każdym.
-Nie odstawiaj scen z wredną dziwką. Wiem, że taka nie jesteś Franks. Masz rację, nie jesteś każdym. Jesteś wyjątkowa.-po tych słowach następuje cisza. Nie jest to krępujące milczenie, po prostu dwie osoby cieszą się swoją obecnością. Przynajmniej ja.-Frankie, wiem, że znamy się zaledwie od dwóch dni. Jednak chcę, żebyś wiedziała, że...
Przerywa mi dźwięk dzwonka telefonu. Fuck. Frankie wyjmuje komórkę z niedużej torebki.
-Halo?-pyta.-Tak. W parku. Tak, jest okej. Hmm... Dobra. Pa.
-Kto to?
-Connie. Zaraz po mnie przyjedzie.-Dlaczego? Mam chęć zadzwonić do tej pieprzonej dziewczyny i zabronić jej przyjechać. Czemu akurat w takim momencie? Nie mogła zadzwonić parę minut później. Uznałem, że moment został spieprzony. Razem z Frankie kierujemy się w stronę głównej ulicy. Czekamy w milczeniu. Po około dziesięciu minutach Niall i Connie przyjeżdżają po nas. Odwożą do domu najpierw dziewczynę, a potem mnie. Wiem, że muszę niedługo spotkać się z Frankie. Muszę spróbować jeszcze raz.
______________________________________
I jak, podoba się? Średnio umiem pisać z perspektywy chłopaka. W każdym razie, jeszcze raz wielkie dzięki za komentarze, zachęcam do dalszego czytania, bo następny rozdział to będzie coś zupełnie nowego ♥
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)