Nie wiem co chciał mi powiedzieć Harry. Myślałam o tym całą noc, ale wstydziłam się do niego napisać. Wymyśliłam wiele przypuszczalnych wersji jego wypowiedzi np. że zmienił co do mnie zdanie i nie chce się ze mną widzieć. Nie zdziwiłabym się. W końcu przecież przez tyle lat żaden chłopak nie zbliżał się do mnie. Chłopcy się mnie bali i nie przeszkadzało mi to. Ale teraz to coś innego... Harry jest inny, zupełnie wyjątkowy. Ciągle mam w głowie obraz jego zielonych oczu, jego miękkich loków. Nie mogę przestać o nim myśleć... Zastanawiam się kiedy go zobaczę. Jeśli to w ogóle się wydarzy. hmm, to zupełnie nie jest w moim stylu. Nigdy nie przejmowałam się chłopakiem tak bardzo. W ogóle nigdy nie przejmowałam się chłopakiem. Co jest ze mną nie tak?!
Jest trzecia nad ranem, deszcz bębni w parapet, słyszę
świszczący wiatr. Nie mogę zasnąć, a to wszystko przez Niego... Zamykam oczy, a
wszystko co widzę, to twarz Harrego. Zachowuję się bardzo dziwnie, jeszcze nigdy tak nie było. Wzdycham. Leżę tak jeszcze parę minut. Nagle słyszę jakiś dźwięk. Jakby
ktoś walił w drzwi mego balkonu. Boże, co ja sobie wyobrażam. Rzeczywiście
potrzebuję snu. Zaciskam powieki. Pukanie stanie się coraz głośniejsze, mam ochotę schować głowę
pod kołdrą. A potem dzieję się coś, przez co prawie krzyczę ze strachu.
-Wpuść mnie do
cholery!!-ktoś krzyknął zza drzwi. Zaraz to nie był KTOŚ. Serce podskoczyło mi
do gardła. Wstaję i otwieram drzwi. Na moim balkonie stoi zmoknięty Harry
Styles. Jego piękne loki, teraz przyklapnięte do czoła pod wpływem wody. Nie przebrał się od naszego spotkania. Z
jego ubrań cieknie woda. Uśmiecha się szeroko, a zarazem nieśmiało. Czuję,
że... W sumie to nic nie czuję. Patrzę na niego osłupiała. Staram się wydoby ć z siebie jakikolwiek dźwięk, jednak głos utknął w moim gardle. Na prawdę zabrakło mi słów. Skąd on się tu wziął? W ogóle, jak się tu dostał?
-Wszedłem przez balkon-mówi, jakby czytając mi w myślach- Trochę pada.
-Tak. Ja...-mówię w końcu. Nie mogę ułożyć zdania. Co jest nie tak?-Co ty tu robisz?
-No... jak już mówiłem, wszedłem przez balkon no i jestem-odpowiada chłopak z uśmiechem. Patrzę na niego z poirytowaniem. Mógłby zrozumieć moje słowa za pierwszym razem, chociaż raz.-Aaa, no tak. Miałem ci coś powiedzieć.
-Rzeczywiście. Więc mów.
Punkt widzenia Harrego
Boże, w co ja się wpakowałem. Nie powiem jej, że mi się podoba. Nie mogę. Nie teraz. Nie tutaj. Nie tak. Romantyczny moment dzisiejszego (wczorajszego) wieczoru już się skończył. Jestem pewny, że wkrótce nadarzy się kolejna okazja, aby porozmawiać z nią o uczuciach. Patrzę na Frankie. Cóż, ona także nie przebrała się od naszej 'randki'. Jej włosy są rozczochrane, a makijaż rozmazany. Zupełnie, jak kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy. Mimo to, jest piękna. Uśmiecham się mimowolnie. Czuję, że cieknie ze mnie woda. Powinienem już iść. Może tym razem postaram się wyjść drzwiami?
-Harry, miałeś dokończyć- przypomina mi zirytowana. Muszę coś wymyślić, cokolwiek, co nie zabrzmiałoby wystarczająco mądrze.
-Tak. Zastanawiałem się, czy moglibyśmy się spotkać jutro po szkole?- całkiem niezłe, jak na wymyślone w biegu.
-Umm,jasne. Do jutra w takim razie- mówi, a przez jej twarz przebiega coś na kształt uśmiechu. Lubię, kiedy się uśmiecha.
-Jutro rano po was przyjadę. Żegnaj Amigos- mówię, kończąc małym śmiechem. Ahh, te moje specyficzne poczucie humoru. Wychodzę, tym razem rzeczywiście drzwiami. Martwię się tylko tym, aby nie obudzić żadnego z domowników. I, oczywiście, nie mogę doczekać się jutra.
Krótkie, bardzo krótkie. Następny rozdział wkrótce (:
-Wszedłem przez balkon-mówi, jakby czytając mi w myślach- Trochę pada.
-Tak. Ja...-mówię w końcu. Nie mogę ułożyć zdania. Co jest nie tak?-Co ty tu robisz?
-No... jak już mówiłem, wszedłem przez balkon no i jestem-odpowiada chłopak z uśmiechem. Patrzę na niego z poirytowaniem. Mógłby zrozumieć moje słowa za pierwszym razem, chociaż raz.-Aaa, no tak. Miałem ci coś powiedzieć.
-Rzeczywiście. Więc mów.
Punkt widzenia Harrego
Boże, w co ja się wpakowałem. Nie powiem jej, że mi się podoba. Nie mogę. Nie teraz. Nie tutaj. Nie tak. Romantyczny moment dzisiejszego (wczorajszego) wieczoru już się skończył. Jestem pewny, że wkrótce nadarzy się kolejna okazja, aby porozmawiać z nią o uczuciach. Patrzę na Frankie. Cóż, ona także nie przebrała się od naszej 'randki'. Jej włosy są rozczochrane, a makijaż rozmazany. Zupełnie, jak kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy. Mimo to, jest piękna. Uśmiecham się mimowolnie. Czuję, że cieknie ze mnie woda. Powinienem już iść. Może tym razem postaram się wyjść drzwiami?
-Harry, miałeś dokończyć- przypomina mi zirytowana. Muszę coś wymyślić, cokolwiek, co nie zabrzmiałoby wystarczająco mądrze.
-Tak. Zastanawiałem się, czy moglibyśmy się spotkać jutro po szkole?- całkiem niezłe, jak na wymyślone w biegu.
-Umm,jasne. Do jutra w takim razie- mówi, a przez jej twarz przebiega coś na kształt uśmiechu. Lubię, kiedy się uśmiecha.
-Jutro rano po was przyjadę. Żegnaj Amigos- mówię, kończąc małym śmiechem. Ahh, te moje specyficzne poczucie humoru. Wychodzę, tym razem rzeczywiście drzwiami. Martwię się tylko tym, aby nie obudzić żadnego z domowników. I, oczywiście, nie mogę doczekać się jutra.
Krótkie, bardzo krótkie. Następny rozdział wkrótce (: