Długo myślałam, czy do niego napisać. Dawno z nikim nie rozmawiałam, a co dopiero pisałam smsy. Siedzę na łóżku z telefonem w dłoniach. Patrzę na ekran. Biorę głeboki wdech i wysyłam wiadomość.
Cześć, to ja Frankie. Poznaliśmy się na ulicy.
Jakkolwiek dziwnie to zabrzmiało, mam skrytą nadzieję, że chłopak odpisze. Zresztą i tak na to nie liczę, bo który sławny piosenkarz chciałby pisać z takim dziwadłem jak ja? A jednak. Słyszę dźwięk smsa i podnoszę telefon.
Siema. Musisz iść jutro do szkoły?
Nie muszę. Nic nie muszę. To moje życie. Często wagaruję. Jednak nie chcę z nim nigdzie iść. W ogóle go nie znam! Parę minut myślę nad smsem, w końcu wybieram prostą odpowiedź.
Nic nie muszę.
Świetnie. Widzimy się przed ósmą. Dobranoc Franks.
Tata nazywał mnie Franks... Muszę zapomnieć. Do głowy znowu przychodzą mi słowa Harrego. Jesteś piękna... Wmawiam sobie, że naprawdę tak myśli. Kim w ogóle jest ten chłopak? Mógłby mieć prawie każdą, a przejmuje się taka ofiarą jak ja? Kładę głowę na poduszce i wtulam się w kołdrę. Zamykam oczy. Kłótnia Elizabeth i Johna ucichła. Jestem pewna, że ona śpi na kanapie w salonie roztrzęsiona z płaczu. Dobrze jej tak. Mogła się z nim nie wiązać. Wszyscy na tym ucierpieliśmy: Elizabeth, ja, Cassie. Często myślę, że to właśnie Cassie, moja młodsza siostra ponosi najgorsze straty.Jest bardzo dojrzała jak na dwunastolatkę, mam nadzieję, że nie skończy jak ja. Mój oddech w końcu nabiera normalnego tempa, a myśli zaślepia sen.
* * *
Budzę się z niezwykle ciekawego snu o jednorożcach. Patrzę na zegarek, który wskazuje 7.20. Miałam spotkać się z Harrym przed ósmą. Tylko gdzie? Wzdycham porzucając nadzieję na udany dzień. Biorę szybki prysznic i ubieram się w ciemną bluzę i jeansy. Na nogi zakładam ulubione trampki. Włosy związuję w wysokiego kucyka i zakładam kaptur. Jestem prawie pewna, że Harry nie przyjedzie. Pewnie zmienił zdanie co do mnie, kiedy tylko poważnie się zastanowił. Żadna nowość... Zbiegam po schodach, aby jak najmniej czasu spędzić z Elizabeth i Johnem. Widzę Cassie wychodzącą przez drzwi frontowe. Nagle dwunastolatka staje jak wryta i patrzy przed siebie. Odwraca się do mnie, na jej twarzy maluje się zdziwienie i niedowierzanie. Marszczę czoło zastanawiając się co znowu zobaczyła. Podchodzę do niej i nie mogę uwierzyć moim oczom. Tuż przy bramie stoi audi t9 o które plecami oparty jest Harry. Patrzę na Cassie.
-To Harry Styles?-pyta.
-Tak-odpowiadam w szoku-Tym dzisiaj pojedziesz do szkoły.
-HARRY!-dziewczynka biegnie w stronę chłopaka. Na jego twarzy widać lekkie zdziwienie-Jestem Cass, jestem siostrą Franki. Kocham cię, kocham One Direction!
-My też cię kochamy. Załatw mi randkę z siostrą, a będziemy spędzać więcej czasu razem, a nawet poznasz chłopaków.-Harry uśmiecha się, patrzy na mnie i puszcza oczko. Serio, co jest z nim nie tak?
-Spóźnisz się do szkoły.-mówię cicho. Cassie wsiada do samochodu, a ja za nią. Mam nadzieję, że w szkole będzie w miarę normalnie. Ta, chciałbym. Oczywiście, Laura i jej elita zamienią mój dzień w koszmar. Będą wyśmiewać się z mojego wyglądu, dokuczać mi. Nie wszyscy się mnie czepiają, nie mam jednak normalnych znajomych ze szkoły. Czasami łażę gdzieś z Lizzy, dziewczyną ze starszej klasy. Ona załatwia mi narkotyki, ja jej alkohol. W większości kradnę go Johnowi, zdarza się, że wezmę ze sklepu. Nie mam pieniędzy. Nie mam nic. Jedna osoba w całej szkole się do mnie odzywa. Może dziś po szkole się spotkamy, dawno nie rozmawiałyśmy. Pewnie nie będzie jej obchodziła moja znajomość z Harrym, tak samo zresztą jak mnie. Chłopak jest mi zupełnie obojętny. Kurna, tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam, kiedy podjechaliśmy pod szkołę! Cassie nawija coś o tym jakie to ma szczęście. W końcu wysiada z samochodu. Naciskam na klamkę.
-Mówiłaś, że nie pójdziesz do szkoły-mówi Harry. Patrzę na niego i przechylam lekko głowę.
-Nie. Mówiłam, że nie muszę iść do szkoły.-odpowiadam i wysiadam z samochodu.
-Dziś wieczorem robimy imprezę. Może wpadniesz?
-Zobaczę-mówię, chociaż już wiem, że nie zjawię się na przyjęciu. Sama myśl o tych słodkich nastolatkach mnie przeraża. Znając życie pojawi się tam szkolna elita z Laurą na czele, a ja raczej nie mam ochoty z nimi imprezować.
-Nie pożałujesz-mówi Harry. Zamykam drzwi i kieruję się w stronę ogromnego gmachu. Przed szkołą, na murkach, siedzi kilkunastu uczniów. Widzę parę osób palących w cieniu budynku. Idę szerokim chodnikiem. Po obydwu jego stronach rosną drzewa, a obok gmachu znajduje się plac. Otwieram duże drzwi i podchodzę do mojej szafki. Jestem w trakcie wypakowywania książek do torby, kiedy nagle wypadają mi z rąk.
-Cześć-mówi dziewczyna dosyć przyjaznym głosem. To bardzo dziwne.
-Cześć-odpowiadam cicho i podnoszę wzrok. Dziewczyna jest mniej więcej mojego wzrostu. Proste blond włosy opadają na jej ramiona. Wpatruje się we mnie niebieskimi oczami. Ubrana jest w kolorową sukienkę do połowy uda. Zauważam, że jest bardzo chuda, jakby nie jadła miesiące. Wyszczerza w uśmiechu białe zęby. Kolejna przyjaciółka Laur, która ma zamiar mi dokuczać?
-Dobrze znasz Harrego?-pyta. Patrzę na nią ze zdziwieniem. Czyżby szpieg Stylesa?
-Niedawno się poznaliśmy. Skąd wiesz, że go znam?
-Widziałam w samochodzie. Ale nie martw się, nie rozmawiam z toba tylko dlatego, że go znasz. A tak w ogóle, jestem Connie-wyciąga do mnie rękę, odwzajemniam uścisk.- Jestem tu nowa. Też ich znam, Louis to mój bliski kuzyn. Poznałaś już go? Trochę dziwnie się ubiera, nosi paski i szelki. A znasz Nialla? Jest strasznie słooodki! Uwielbiam go! Dzisiaj podobno jest jakaś impreza, idziesz? Ja będę. Oh, zupełnie zapomniałam zapytać cię o imię!
-Frankie-mówię tylko. Kim ona do cholery jest? Nie rozumiem połowy z jej gadki i wszystko o czym myślę, to czy może się w końcu zamknąć. -Ta, Harry mówił coś o imprezie. Jestem pewna, że to przyjęcie nie w moim stylu.
-Klub jest całkiem fajny. Jakiś koleś ma załatwić jointy. Nie twój styl?
-Hmm, to dokładnie mój styl-uśmiecham się. Pierwszy uśmiech od naprawdę długiego czasu.
-Czekaj, jesteś Frankie Murray?-pyta nagle Connie.
-Taa.
-Jestem z tobą w klasie! -wzdycham. Dziewczyna jest rochę wkurzająca. Idziemy do klasy. Connie przez cały czas coś mówi, jednak nie za bardzo słucham. Cieszę się, że ciągle nawija i nie oczekuje ode mnie tego samego. Nie lubię mówić, szczególnie o sobie. Najchętniej zamknęłabym się w pokoju i siedziała tam całymi dniami. Czasami myślę o tym, co by było gdyby tata żył. Gdyby był ze mną. Pewnie byłabym normalna. To takie niewyobrażalne i dalekie. Wspomnienia o tacie są zupełnie jak marzenia o normalnej rodzinie. W sumie przestałam już marzyć. Po co napajać się czymś co nigdy się nie zdarzy? Mam nadzieję, że jeśli kiedyś będę matka (w co wątpię) nie będę postępować tak jak Elizabeth. Podchodzę do ławki na tyłach klasy i kłade na nią książki. Siadam na krześle, miejsce obok mnie zajmuje Connie. Słyszę szepty w klasie. Wszyscy gadają o imprezie, o tym, że mają tam być chłopacy z One Direction. Drzwi otwierają się i do klasy wchodzi pani Talbot. Uczy matmy, nie za bardzo jednak się do tego przykłada. Przez większość lekcji panuje hałas, ludzie rzucają w siebie kredą, piórniki i książki lataja po klasie, Olly tańczy na ławce, a pani Talbot udaje, że szuka czegoś w biurku. Przez całą lekcję zastanawiam się, czy iść na imprezę. Przecież nawet nie mam się w co ubrać! Z drugiej strony, chętnie spędziłabym trochę czasu z Harrym, co jest podejrzanie dziwne. Nie lubię ludzi. Dzwoni dzwonek, a ja jestem przygotowana na nową porcję nawijki Connie.
-Dzisiaj impreza! Już nie mogę się doczekać. Chcesz jechać ze mną i Niallem, czy zabiera cię Harry?-uśmiech na jej twarzy jest bardzo szeroki, a w oczach widzę blask podniecenia. Kolejny raz coś czuję. Czuję smutek, że muszę jej odmówić. Może jej zapał nie zgasnie?
-Nie idę-odpowiadam w końcu. Uśmiech znika.
-Czemu? Prosze, chodżmy! Bedzie naprawdę fajnie! Harry będzie zawiedziony jak nie pójdziesz.-przyzwyczaiłam się. Każdy jest przeze mnie zawiedziony. Przecież codziennie słyszę, że nie powinnam się urodzić. Że nic mi nie wychodzi. Wszystko robię źle. Mimo to, odpowiadam najprostszym powodem.
-Nie mam sie w co ubrać. Nie mam też pieniędzy na ciuchy.
-Pożyczę ci.
-Nie chcę kasy.
-A co powiesz na sukienkę? Prosze, zrób to dla mnie!
-Dobra-w końcu ulegam. Wzdycham głęboko. Jakoś udało mi się przetrwać resztę lekcji. Po szkole wróciłyśmy z Harrym. Nie przyzwyczaiłam się jeszcze do obecności chłopaka, chociaż musze przyznać, że jakaś dziwna siła mnie do niego ciągnie. Wyglądam przez okno próbując nie patrzeć na Harrego, aby nie pogłębić przyciągania. Czemu nagle tyle ludzi jest niedaleko mnie wcale nie mając złych zamiarów? Stukam palcami o drzwi samochodu nie mogąc się doczekać kiedy w końcu wysiądziemy. Chłopak zadał parę męczących pytań na które nie można odpowiedzieć tak lub nie. Nie chcę, aby było ich więcej. Potwierdziłam moją obecność na imprezie, chociaż nie za bardzo podobał mi się ten pomysł. Chłopak odwiózł Cassie do domu, a mnie i Conn podrzucił do niej do domu. Zamin wysiadłam z Audi powiedział, że na imprezę pojedziemy razem i spotkamy się przez klubem z Connie i Niallem. Ekstra. Sam na sam z tym dziwnym gościem. Wysiadamy z samochodu i kierujemy się w stronę ładnego, kremowego domu. Connie otwiera bramę. W ogródku bawi się chłopiec, na oko sześcioletni. Ustawił na trawniku zabawkowe samochody. Jeżdzi nimi po kolei. Biegnie w naszą stronę i rzuca się na szyję Conn.
-Cześć, Colton.- idziemy dalej. Wchodzimy do ładnego domu przez duże drzwi. Na korytarzu stoi parę figurek, pamiątek z innych krajów jak się domyślam. Na ścianach wiszą obrazy. Kierujemy się w górę po drewnianych schodach. Dom jest przestronny, ale przytulny. Dokładnie jak z moich marzeń. Connie otwiera białe drzwi i wchodzimy do pokoju w kolorze ecri. Pod ścianą stoi łóżko, a na przeciwko niego biurko. Na ścianach wiszą plakaty. Na ziemi leży biały, puszysty dywan, a na szafce nocnej stoi mała lampka. Duża szafa obklejona jest rysunkami przestawiającymi ludzi i krajobrazy. W rogu pokoju stoi gitara akustyczna.
-Grasz?-pytam. Domyśliłam się, że rysunki zostały narysowane przez Connie.
-Trochę. Niall często tu przychodzi i mnie uczy.-ciągle tylko Niall, Niall, Niall... Siadamy na łóżku. Rozglądam się jeszcze raz po pokoju.- Dobra, czas wybrać ci sukienkę! Co ty na jakąś dziewczęcą? Do tego może ładne szpilki, bo mam kilka par. Potem zajmiemy się mną, jak na razie to ty musisz zauroczyć Harrego! Ale, zapytam ciebie. Więc jaką chciałabyś sukienkę?
-Czarna byłaby najlepsza. Fajnie by było, gdybyś miała jakieś bolerko czy coś...-mówię po chwili i wyciągam rękę odsłaniając blizny. Connie wstaje i wyciąga z szafy kilka czarnych sukienek. W drugiej ręce trzyma jeansową kurtkę. Oglądamy każdą sukienkę po kolei. Parę z nich podoba mi się, jednak żadnej z nich nie założyłabym na imprezę. W końcu decyduję się na prostą, do połowy uda, na grube ramiączka, zapinaną krótkim zamkiem z tyłu. Musze przyznać, że nie wyglądam w niej aż tak źle. Jeszcze tylko wybieranie sukienki dla Connie i ta nieszczęsna impreza...
_________________________________
.