Obserwatorzy

niedziela, 30 grudnia 2012

Rozdział V

Punkt widzenia Frankie

Nie wiem co chciał mi powiedzieć Harry. Myślałam o tym całą noc, ale wstydziłam się do niego napisać. Wymyśliłam wiele przypuszczalnych wersji jego wypowiedzi np. że zmienił co do mnie zdanie i nie chce się ze mną widzieć. Nie zdziwiłabym się. W końcu przecież przez tyle lat żaden chłopak nie zbliżał się do mnie. Chłopcy się mnie bali i nie przeszkadzało mi to. Ale teraz to coś innego... Harry jest inny, zupełnie wyjątkowy. Ciągle mam w głowie obraz jego zielonych oczu, jego miękkich loków. Nie mogę przestać o nim myśleć... Zastanawiam się kiedy go zobaczę. Jeśli to w ogóle się wydarzy. hmm, to zupełnie nie jest w moim stylu. Nigdy nie przejmowałam się chłopakiem tak bardzo. W ogóle nigdy nie przejmowałam się chłopakiem. Co jest ze mną nie tak?!
Jest trzecia nad ranem, deszcz bębni w parapet, słyszę świszczący wiatr. Nie mogę zasnąć, a to wszystko przez Niego...  Zamykam oczy, a wszystko co widzę, to twarz Harrego. Zachowuję się bardzo dziwnie, jeszcze nigdy tak nie było. Wzdycham. Leżę tak jeszcze parę minut. Nagle słyszę jakiś dźwięk. Jakby ktoś walił w drzwi mego balkonu. Boże, co ja sobie wyobrażam. Rzeczywiście potrzebuję snu. Zaciskam powieki.  Pukanie stanie się coraz głośniejsze, mam ochotę schować głowę pod kołdrą. A potem dzieję się coś, przez co prawie krzyczę ze strachu.
-Wpuść mnie do cholery!!-ktoś krzyknął zza drzwi. Zaraz to nie był KTOŚ. Serce podskoczyło mi do gardła. Wstaję i otwieram drzwi. Na moim balkonie stoi zmoknięty Harry Styles. Jego piękne loki, teraz przyklapnięte do czoła pod wpływem wody. Nie przebrał się od naszego spotkania.  Z jego ubrań cieknie woda.  Uśmiecha się szeroko, a zarazem nieśmiało. Czuję, że... W sumie to nic nie czuję. Patrzę na niego osłupiała. Staram się wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk, jednak głos utknął w moim gardle. Na prawdę zabrakło mi słów. Skąd on się tu wziął? W ogóle, jak się tu dostał?
-Wszedłem przez balkon-mówi, jakby czytając mi w myślach- Trochę pada.
-Tak. Ja...-mówię w końcu. Nie mogę ułożyć zdania. Co jest nie tak?-Co ty tu robisz?
-No... jak już  mówiłem, wszedłem przez balkon no i jestem-odpowiada chłopak z uśmiechem. Patrzę na niego z poirytowaniem. Mógłby zrozumieć moje słowa za pierwszym razem, chociaż raz.-Aaa, no tak. Miałem ci coś powiedzieć.
-Rzeczywiście. Więc mów.

Punkt widzenia Harrego

Boże, w co ja się wpakowałem. Nie powiem jej, że mi się podoba. Nie mogę. Nie teraz. Nie tutaj. Nie tak. Romantyczny moment dzisiejszego (wczorajszego) wieczoru już się skończył.  Jestem pewny, że wkrótce nadarzy się kolejna okazja, aby porozmawiać z nią o uczuciach. Patrzę na Frankie. Cóż, ona także nie przebrała się od naszej 'randki'. Jej włosy są rozczochrane, a makijaż rozmazany. Zupełnie, jak kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy. Mimo to, jest piękna. Uśmiecham się mimowolnie. Czuję, że cieknie ze mnie woda. Powinienem już iść. Może tym razem postaram się wyjść drzwiami?
-Harry, miałeś dokończyć- przypomina mi zirytowana. Muszę coś wymyślić, cokolwiek, co nie zabrzmiałoby wystarczająco mądrze.
-Tak. Zastanawiałem się, czy moglibyśmy się spotkać jutro po szkole?- całkiem niezłe, jak na wymyślone w biegu.
-Umm,jasne.  Do jutra w takim razie- mówi, a przez jej twarz przebiega coś na kształt uśmiechu. Lubię, kiedy się uśmiecha.
-Jutro rano po was przyjadę. Żegnaj Amigos- mówię, kończąc małym śmiechem. Ahh, te moje specyficzne poczucie humoru. Wychodzę, tym razem rzeczywiście drzwiami. Martwię się tylko tym, aby nie obudzić żadnego z domowników. I, oczywiście, nie mogę doczekać się jutra.


Krótkie, bardzo krótkie. Następny rozdział wkrótce (:

środa, 26 grudnia 2012

Wielki powrót :)

Hej, jak pewnie zauważyliście, dawno nie było postów. Chcę powiedziec, że wracamy, a kolejny rozdział pojawi się już niedługo :) Więc polecajcie bloga znajomym i nieznajomym, komentujcie, obserwujcie, bo właśnie dzięki temu, że ktoś to czyta chce nam sie nadal pisac :)

czwartek, 31 maja 2012

Informacja

Hejka. Chciałabym wam powiedzieć, że kolejny rozdział będzie dopiero w poniedziałek.

niedziela, 27 maja 2012

Rozdział IV: Harry

Natychmiast odrywam się od dziewczyny.
-Co ty wyprawiasz?!-krzyczę, próbując przekrzyczeć muzykę. Dziewczyna patrzy na mnie jakby chciała pocałować mnie ponownie. Mam tylko nadzieję, że Frankie tego nie widziała. Aha fajnie. Tracę nadzieję, kiedy podbiega do mnie Connie i zaczyna wydzierać się na mnie. I tak nie słyszę jej dokładnie, bo muzyka jest zbyt głośna. Po chwili biegnę w stronę wyjścia. Delikatne światła oświetlają ciemność nocy. Na niebie widać dużo gwiazd i księżyc w pełni. Frankie siedzi na ziemi. Podchodzę do niej. Dziewczyna podnosi głowę, widzę, że płakała. Jestem zły na siebie. Po co w ogóle zbliżałem się do tamtej dziewczyny?
-Odejdź!-krzyczy Franks. Mimo wszystko siadam obok niej. Pragnę wszystko jej wytłumaczyć. 
-Ona mnie pocałowała. W sumie to też moja wina, nie powinienem przecież zbliżać się do szalonych fanów. Może w ogóle powinienem się z nimi nie spotykać?-pytam sarkastycznie. Może trochę za ostro-Przepraszam Frankie. Zależy mi na tobie.-dziewczyna nadal się nie odzywa. Siedzimy w milczeniu parę długich minut.
-Ja też przepraszam-mówi w końcu- Nie powinnam była się tak zachowywać. Nie chodzę z tobą ani nic.
-Chodź-mówię i  wstaję. Dziewczyna patrzy na mnie jak na idiotę-Zabiorę cię w takie jedno miejsce. 
Frankie podnosi się. Biorę ją za rękę. Zauważam, że dziewczyna wygląda pięknie, nawet rozczochrana i z rozmazanym makijażem. Przecież taką widziałem ją po raz pierwszy. Wydaje się, że  w ogóle do siebie nie pasujemy, że jesteśmy z zupełnie innych światów. A jednak, chciałbym, aby była kimś znacznie więcej. Chciałbym, aby odwzajemniała moje uczucia. Wiem, że może to być dla niej trudne, nawet bardziej niż się spodziewam.
-Daleko jeszcze?-pyta Frankie-Nogi mnie już bolą.
-Mówisz, że nogi cię bolą?-Uśmiecham się. Podnoszę dziewczynę. Jest zadziwiająco lekka.-Lepiej?
-Puść mnie!-Franks śmieje się. Kręcę się z nią dookoła. Dobrze widzieć, że w końcu sie uśmiecha. 
-Już niedaleko.-mówię.
-Możesz mi powiedzieć dokąd idziemy?
-Kto idzie, ten idzie-obydwoje zaczynamy się śmiać. Nie chcę jeszcze zdradzić jej mojego tajemniczego miejsca. Idziemy jeszcze parę minut, rozmawiamy i śmiejemy się. W końcu docieramy. Stawiam Frankie na ziemi i chwytam jej dłoń-Jesteśmy. To moje magiczne miejsce. Praktycznie nikt o nim nie wie. Zabieram tu tylko osoby, na których mi zależy.
Znajdujemy się w dużym parku. Rzadko kto o nim wie, mimo wszystko jest zadbany. Mniej więcej na środku znajduje się niewielki staw. Wokół niego rozstawione są małe latarnie. Dookoła rosną różne drzewa i krzewy. W rogach stoi parę ławek. Obok stawu posadzone są różnokolorowe kwiaty. W tafli wody odbija się jasny księżyc w pełni. Miejsce wygląda magicznie, szczególnie w noc taką jak ta. Blask gwiazd i małych latarni sprawia, że wszystko jest dokładnie widoczne. Frankie stoi bok mnie, widzę, że jest oszołomiona pięknem tego miejsca. 
-Podoba ci się?-pytam po dłuższej chwili milczenia.
-Nie widziałam, że w Londynie są takie piękne miejsca.
-Mówiłem ci już, rzadko kto zna ten park. Zabieram tutaj osoby na których naprawdę mi zależy.-patrzę dziewczynie głęboko w oczy. Tak bardzo chciałbym poczuć jej usta na moich... Jednak jestem prawie pewien, że to jeszcze nie pora. Dziewczyna wydaje się zmieszana. Siadam na ziemi i nakłaniam ją gestem, żeby zrobiła to samo. Patrzę w górę na jasno świecące gwiazdy. Dzięki nim widać wszystko wyraźnie, nawet piękną twarz Frankie. Zaraz, od kiedy ja tak myślę? Kim jest ta dziewczyna? Działa na mnie jak magnez. Prawie nieznajoma, jednak czuję, jakbym znał ją od lat.
-Widzisz tą gwiazdę?-wskazuję palcem na najjaśniejszą z nich-Kiedyś będzie twoja. Kupię ci ją i nazwę Frankie. Jest piękna. Przypomina mi ciebie. Rozświetla ciemne niebo. Rozświetlasz me niebo.-ostatnie zdanie wypowiadam prawie szeptem. Patrzę dziewczynie głęboko w oczy. Przez jej usta przemyka drobny uśmiech. Cieszę się, że jest szczęśliwa. Frankie kładzie sie na zimnej ziemi, postanawiam zrobić to samo. Leżymy obok siebie patrząc na gwiazdy.
-Znamy się ledwo od dwóch dni.-mówi dziewczyna. Przytakuję.
-Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?-pytam, a Frankie lekko się czerwieni,
-Nie wiem. Nigdy nie byłam zakochana.
-Musiałaś się w kimś kochać. Każdy przez to przechodzi.-unoszę pytająco brew.
-Nie jestem każdym.
-Nie odstawiaj scen z wredną dziwką. Wiem, że taka nie jesteś Franks. Masz rację, nie jesteś każdym. Jesteś wyjątkowa.-po tych słowach następuje cisza. Nie jest to krępujące milczenie, po prostu dwie osoby cieszą się swoją obecnością. Przynajmniej ja.-Frankie, wiem, że znamy się zaledwie od dwóch dni. Jednak chcę, żebyś wiedziała, że...
Przerywa mi dźwięk dzwonka telefonu. Fuck. Frankie wyjmuje komórkę z niedużej torebki.
-Halo?-pyta.-Tak. W parku. Tak, jest okej. Hmm... Dobra. Pa.
-Kto to?
-Connie. Zaraz po mnie przyjedzie.-Dlaczego? Mam chęć zadzwonić do tej pieprzonej dziewczyny i zabronić jej przyjechać. Czemu akurat w takim momencie? Nie mogła zadzwonić parę minut później. Uznałem, że moment został spieprzony. Razem z Frankie kierujemy się w stronę głównej ulicy. Czekamy w milczeniu. Po około dziesięciu minutach Niall i Connie przyjeżdżają po nas. Odwożą do domu najpierw dziewczynę, a potem mnie. Wiem, że muszę niedługo spotkać się z Frankie. Muszę spróbować jeszcze raz.

______________________________________

I jak, podoba się? Średnio umiem pisać z perspektywy chłopaka. W każdym razie, jeszcze raz wielkie dzięki za komentarze, zachęcam do dalszego czytania, bo następny rozdział to będzie coś zupełnie nowego ♥

czwartek, 24 maja 2012

Rozdział III: Connie



   Dobra, czekam juz piętnaście minut od wyjazdu Frankie na Nialla. Gdzie on się podziewa? Stoję przy bramie mojego domu ubrana w beżową sukienkę do połowy uda. Na nogach mam kremowe, wysokie szpilki. Nakręciłam włosy i pomalowałam na różowo paznokcie.Dziadkowie i Colton już dawno śpią. Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym parę lat temu. Od tego czasu mieszkam z babcią Mary i dziadkiem Paulem. Starają się być mili i nawet im to wychodzi. Często tęskinię za rodzicami. Dziadkowie jednak dają mi dużo swobody i nie zwracają uwagi na moje nocne wyjścia. Mimo wszystko lubią Louisa i innych chłopaków z One Direction. Moim ulubionym jest Niall. Kocham się w nim od paru miesięcy. Jest strasznie słodki, troszczy się o mnie i w ogóle. Czekam teraz na niego i trochę się denerwuję, bo nie raczy się pospieszyć.
    Po dziesięciu minutach przyjeżdża Niall w czarnym audi Q7.
  - Gdzie ty dziecię byłeś?- pytam nerwowo.
  - No sorki, bo ja... jeszcze do Maka zajechałem...- odpowieda w zakłopotaniu Niall
  - A więc tak, my jedziemy na impreze, będzie pełno żarcia, a ty wżerasz Maka tak?! Brawo za inteligencję. – stwierdzam. Po chwili oboje zaczynamy się śmiać. Nie potrafię być poważna, a szczególnie przy tym chłopaku.
  - No przepraszam cię bardzo słońce. - odpowiedał po chwili Niall.- Byłem głodny.
  - Ty zawsze jesteś głodny – stwierdzam..
W końcu odjechaliśmy spod mojego domu i pojechaliśmy na imprezę. W trakcie drogi dużo rozmawialiśmy. Mówiliśmy o wszystkim, żartowaliśmy i śmialiśmy się. Lubię z nim spedzać czas. Myslę, że równie dobrze dogaduję się z Frankie. Uważam ją za najlepszą przyjaciółkę. Ta, nie mam innej. Cieszę się, że mam paru znajomych z którymi mogę wesoło spędzać czas. Wydaje mi sie, że jestem optymistką. Na chwilę moja rozmowa z Niallem zawiesiła się. Jednak przez jakiś czas Niall zamilkł, lecz po chwili pyta:
  - Słuchaj Connie... podobasz mi się bardzo i chcialbym z tobą być na zawsze. Bez ciebie moje życie byłoby do niczego. Czy chiałabyś ze mną chodzić?
Serio, totalnie mnie zatkało. Czekałam na te pytanie przez tyle czasu, jednak nie sądziłam, że Niall odwzajemnia moje uczucia. Po chwili mowię z entuzjazmem:
  - Hmm... Niall, też mi się podobasz. Dużo czasu z tobą spędziłam, wiele mnie nauczyłeś i... Zgadzam się!.
  - Okej. Obiecuję, ze będę ciebie kochał zawsze i nigdy cię nie zdradzę. Od zawsze cię kochałem. – stwierdza Niall
Jechaliśmy jeszcze z dziesięć minut. W ko[VGC1] ńcu dojeżdżamy pod duży klub. Na zewnątrz stoi parę osób, pali i pije alkohol. Słychac głośną muzykę dobiegającą z wielkiego domu z basenem. Przy wejściu stoi Franks z Harrym. Dziewczyna ma minę, jakby była zmęczona imrobi, bo przynajmniej on nie zwraca uwagi na moją wagę, tylko na charakter. Idziemy w stronę Frankie i Harrego.
  - O hej śliczni! - woła Harry
  - No siema Hazza! – odpowiadamy.
Chlopcy wchodzą do dyskoteki, a ja zostaję chwilę z Franks.
  - Franki, coś się stało? - pytam ze zdziwieniem.
  - Nie wiem czy to był dobry pomysł, by tu przychodzić.. – odpowiada Franki
  - No bo ja chodzę z Niallem. Powiedział, ze chce być tylko ze mną i, że mnie kocha. - tłumaczę.
  -Ahaa. No to fajnie. -  stwierdza ze smutkiem Franki.
 Przysidamy przy stole obok Nialla i Hazz. Widze, że Franks czuje się nieswojo, ale... Zapytam się Nialla czy coś wie dlaczego dziewczyna jest taka smutna.
  - Nialler wiesz może dlaczego Franki taka smutna?
  - Nie wiem misiaczku, Harry nic mi sie mówił. - odpiera Niall
Nikt nic nie wie ale ja coś czuję. Czekam dalej co się będzie działo. Jest już północ. Czuję sie dziwnie przy Franki. Zaczynam myśleć, że to jednak nie był dobrsy pomysl. Smutno mi, kiedy moja przyjaciółka jest smutna. Chciałabym, żeby ułożyło jej się z Harrym.Na parkiecie widzę Zayna obściskującego się z jakąś dziewczyną. Ma długie włosy w kolorze ciemnego blondu. Jest ubrana w krótką, ciemną sukienkę.Zastanawiam się, czemu nie powiedział mi, że z kimś jest. Cieszę się jednak, że w końcu zanalazł miłość. Siedzę na krześle obok Nialla. Nagle Nialler przytula mnie i pyta:
  - Conni, co się dzieje czemu nic nie mówisz? Zawsze tak nawijasz a teraz... co się z tobą stało?
  - Nic, tylko martwię się o Franks. - odpowiadam mojemy chłopakowi
  - Nie martw się. Ona poprostu nigdy nie była zaproszona na taką imprezę jak ta. – mówi Niall i całuje mnie w usta.
Jakoś tak mi po tym dziwnie jest... Co pomyślała sobie Franks? Przecież ona... one będzię smutna, to ją bardziej zdołuje. Zagubiłam się już. Postanowiłam zagadac do Franki.
  - Franks co się nie odzywasz?
  - No bo ty jesteś zajęta Niallem, a nie mną. Harry gdzieś sobie poszedl i nie wiem gdzie. – mówi Franki
  - Zaraz przyjdzie, nie zostawił by ciebie. – stwierdzam. Patrzymy na parkiet i naszym oczom ukazuje się szokujący widok. Harry całuje się z jakąś laską, wysoką blondynką z mocnym makijażem. Stoję z otwartymi ze zdzwinienia ustami. Po chwili patrzę na Frankie. Z oczu dziewczyny zaczynają lecieć łzy. Franks wybiega z klubu. Wołam ją, a ona tylko odpowiada: ‘’Zostaw mnie”. Postanawiam nie iść za nią, tylko ochrzanić Harrego. Jak on mógł?!

___________________________________________________________

By Darcy c: Podoba się? Tak przy okazji dzięki za wszystkie komentarze i obserwatorów. To wiele dla mnie znaczy i daje mi natchnienie, zeby dalej tutaj pisać. Dzięki jeszcze raz :D- Darcy <3

wtorek, 22 maja 2012

Rozdział II: Frankie


Długo myślałam, czy do niego napisać. Dawno z nikim nie rozmawiałam, a co dopiero pisałam smsy. Siedzę na łóżku z telefonem w dłoniach. Patrzę na ekran. Biorę głeboki wdech i wysyłam wiadomość.

Cześć, to ja Frankie. Poznaliśmy się na ulicy.

Jakkolwiek dziwnie to zabrzmiało, mam skrytą nadzieję, że chłopak odpisze. Zresztą i tak na to nie liczę, bo który sławny piosenkarz chciałby pisać z takim dziwadłem jak ja? A jednak. Słyszę dźwięk smsa i podnoszę telefon.

Siema. Musisz iść jutro do szkoły?

Nie muszę. Nic nie muszę. To moje życie. Często wagaruję. Jednak nie chcę z nim nigdzie iść. W ogóle go nie znam! Parę minut myślę nad smsem, w końcu wybieram prostą odpowiedź.

Nic nie muszę.

Świetnie. Widzimy się przed ósmą. Dobranoc Franks.

Tata nazywał mnie Franks... Muszę zapomnieć. Do głowy znowu przychodzą mi słowa Harrego. Jesteś piękna... Wmawiam sobie, że naprawdę tak myśli. Kim w ogóle jest ten chłopak? Mógłby mieć prawie każdą, a przejmuje się taka ofiarą jak ja?  Kładę głowę na poduszce i wtulam się w kołdrę. Zamykam oczy. Kłótnia Elizabeth i Johna ucichła. Jestem pewna, że ona śpi na kanapie w salonie roztrzęsiona z płaczu. Dobrze jej tak. Mogła się z nim nie wiązać. Wszyscy na tym ucierpieliśmy: Elizabeth, ja, Cassie. Często myślę, że to właśnie Cassie, moja młodsza siostra ponosi najgorsze straty.Jest bardzo dojrzała jak na dwunastolatkę, mam nadzieję, że nie skończy jak ja. Mój oddech w końcu nabiera normalnego tempa, a myśli zaślepia sen.
*                     *                       *
Budzę się z niezwykle ciekawego snu o jednorożcach. Patrzę na zegarek, który wskazuje 7.20. Miałam spotkać się z Harrym przed ósmą. Tylko gdzie? Wzdycham porzucając nadzieję na udany dzień. Biorę szybki prysznic i ubieram się w ciemną bluzę i jeansy. Na nogi zakładam ulubione trampki. Włosy związuję w wysokiego kucyka i zakładam kaptur. Jestem prawie pewna, że Harry nie przyjedzie. Pewnie zmienił zdanie co do mnie, kiedy tylko poważnie się zastanowił. Żadna nowość... Zbiegam po schodach, aby jak najmniej czasu spędzić z Elizabeth i Johnem. Widzę Cassie wychodzącą przez drzwi frontowe. Nagle dwunastolatka staje jak wryta i  patrzy przed siebie. Odwraca się do mnie, na jej twarzy maluje się zdziwienie i niedowierzanie. Marszczę czoło zastanawiając się co znowu zobaczyła. Podchodzę do niej i nie mogę uwierzyć moim oczom. Tuż przy bramie stoi audi t9 o które plecami oparty jest Harry. Patrzę na Cassie.
-To Harry Styles?-pyta.
-Tak-odpowiadam w szoku-Tym dzisiaj pojedziesz do szkoły.
-HARRY!-dziewczynka biegnie w stronę chłopaka. Na jego twarzy widać lekkie zdziwienie-Jestem Cass, jestem siostrą Franki. Kocham cię, kocham One Direction!
-My też cię kochamy. Załatw mi randkę z siostrą, a będziemy spędzać więcej czasu razem, a nawet poznasz chłopaków.-Harry uśmiecha się, patrzy na mnie i puszcza oczko. Serio, co jest z nim nie tak?
-Spóźnisz się do szkoły.-mówię cicho. Cassie wsiada do samochodu, a ja za nią. Mam nadzieję, że w szkole będzie w miarę normalnie. Ta, chciałbym. Oczywiście, Laura i jej elita zamienią mój dzień w koszmar. Będą wyśmiewać się z mojego wyglądu, dokuczać mi. Nie wszyscy się mnie czepiają, nie mam jednak normalnych znajomych ze szkoły. Czasami łażę gdzieś z Lizzy, dziewczyną ze starszej klasy. Ona załatwia mi narkotyki, ja jej alkohol. W większości kradnę go Johnowi, zdarza się, że wezmę ze sklepu. Nie mam pieniędzy. Nie mam nic. Jedna osoba w całej szkole się do mnie odzywa. Może dziś po szkole się spotkamy, dawno nie rozmawiałyśmy. Pewnie nie będzie jej obchodziła moja znajomość z Harrym, tak samo zresztą jak mnie. Chłopak jest mi zupełnie obojętny.  Kurna, tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam, kiedy podjechaliśmy pod szkołę! Cassie nawija coś o tym jakie to ma szczęście. W końcu wysiada z samochodu. Naciskam na klamkę.
-Mówiłaś, że nie pójdziesz do szkoły-mówi Harry. Patrzę na niego i przechylam lekko głowę.
-Nie. Mówiłam, że nie muszę iść do szkoły.-odpowiadam i wysiadam z samochodu.
-Dziś wieczorem robimy imprezę. Może wpadniesz?
-Zobaczę-mówię, chociaż już wiem, że nie zjawię się na przyjęciu. Sama myśl o tych słodkich nastolatkach mnie przeraża.  Znając życie pojawi się tam szkolna elita z Laurą na czele, a ja raczej nie mam ochoty z nimi imprezować.
-Nie pożałujesz-mówi Harry. Zamykam drzwi i kieruję się w stronę ogromnego gmachu. Przed szkołą, na murkach,  siedzi kilkunastu uczniów. Widzę parę osób palących w cieniu budynku. Idę szerokim chodnikiem. Po obydwu jego stronach rosną drzewa, a obok gmachu znajduje się plac. Otwieram duże drzwi i podchodzę do mojej szafki. Jestem w trakcie wypakowywania książek do torby, kiedy nagle wypadają mi z rąk.
-Cześć-mówi dziewczyna dosyć przyjaznym głosem. To bardzo dziwne.
-Cześć-odpowiadam cicho i podnoszę wzrok. Dziewczyna jest mniej więcej mojego wzrostu. Proste blond włosy opadają na jej ramiona. Wpatruje się we mnie niebieskimi oczami. Ubrana jest w kolorową sukienkę do połowy uda. Zauważam, że jest bardzo chuda, jakby nie jadła miesiące. Wyszczerza w uśmiechu białe zęby. Kolejna przyjaciółka Laur, która ma zamiar mi dokuczać?
-Dobrze znasz Harrego?-pyta. Patrzę na nią ze zdziwieniem. Czyżby szpieg Stylesa?
-Niedawno się poznaliśmy. Skąd wiesz, że go znam?
-Widziałam w samochodzie. Ale nie martw się, nie rozmawiam z toba tylko dlatego, że go znasz. A tak w ogóle, jestem Connie-wyciąga do mnie rękę, odwzajemniam uścisk.- Jestem tu nowa. Też ich znam, Louis to mój bliski kuzyn. Poznałaś już go? Trochę dziwnie się ubiera, nosi paski i szelki. A znasz Nialla? Jest strasznie słooodki! Uwielbiam go! Dzisiaj podobno jest jakaś impreza, idziesz? Ja będę. Oh, zupełnie zapomniałam zapytać cię o imię!
-Frankie-mówię tylko. Kim ona do cholery jest? Nie rozumiem połowy z jej gadki i wszystko o czym myślę, to czy może się w końcu zamknąć. -Ta, Harry mówił coś o imprezie. Jestem pewna, że to przyjęcie nie w moim stylu.
-Klub jest całkiem fajny. Jakiś koleś ma załatwić jointy. Nie twój styl?
-Hmm, to dokładnie mój styl-uśmiecham się. Pierwszy uśmiech od naprawdę długiego czasu.
-Czekaj,  jesteś Frankie Murray?-pyta nagle Connie.
-Taa.
-Jestem z tobą w klasie! -wzdycham. Dziewczyna jest rochę wkurzająca. Idziemy do klasy. Connie przez cały czas coś mówi, jednak nie za bardzo słucham. Cieszę się, że ciągle nawija i nie oczekuje ode mnie tego samego. Nie lubię mówić, szczególnie o sobie. Najchętniej zamknęłabym się w pokoju i siedziała tam całymi dniami. Czasami myślę o tym, co by było gdyby tata żył. Gdyby był ze mną. Pewnie byłabym normalna. To takie niewyobrażalne i  dalekie. Wspomnienia o tacie są zupełnie jak marzenia o normalnej rodzinie. W sumie przestałam już marzyć. Po co napajać się czymś co nigdy się nie zdarzy? Mam nadzieję, że jeśli kiedyś będę matka (w co wątpię) nie będę postępować tak jak Elizabeth. Podchodzę do ławki na tyłach klasy i kłade na nią książki. Siadam na krześle, miejsce obok mnie zajmuje Connie. Słyszę szepty w klasie. Wszyscy gadają o imprezie, o tym, że mają tam być chłopacy z One Direction. Drzwi otwierają się i do klasy wchodzi pani Talbot. Uczy matmy, nie za bardzo jednak się do tego przykłada. Przez większość lekcji panuje hałas, ludzie rzucają w siebie kredą, piórniki i książki lataja po klasie, Olly tańczy na ławce, a pani Talbot udaje, że szuka czegoś w biurku. Przez całą lekcję zastanawiam się, czy iść na imprezę. Przecież nawet nie mam się w co ubrać! Z drugiej strony, chętnie spędziłabym trochę czasu z Harrym, co jest podejrzanie dziwne. Nie lubię ludzi. Dzwoni dzwonek, a ja jestem przygotowana na nową porcję nawijki Connie.
-Dzisiaj impreza! Już nie mogę się doczekać. Chcesz jechać ze mną i Niallem, czy zabiera cię Harry?-uśmiech na jej twarzy jest bardzo szeroki, a w oczach widzę blask podniecenia. Kolejny raz coś czuję. Czuję smutek, że muszę jej odmówić. Może jej zapał nie zgasnie?
-Nie idę-odpowiadam w końcu. Uśmiech znika.
-Czemu? Prosze, chodżmy! Bedzie naprawdę fajnie! Harry będzie zawiedziony jak nie pójdziesz.-przyzwyczaiłam się. Każdy jest przeze mnie zawiedziony. Przecież codziennie słyszę, że nie powinnam się urodzić. Że nic mi nie wychodzi. Wszystko robię źle. Mimo to, odpowiadam najprostszym powodem.
-Nie mam sie w co ubrać. Nie mam też pieniędzy na ciuchy.
-Pożyczę ci.
-Nie chcę kasy.
-A co powiesz na sukienkę? Prosze, zrób to dla mnie!
-Dobra-w końcu ulegam. Wzdycham głęboko. Jakoś udało mi się przetrwać resztę lekcji. Po szkole wróciłyśmy z Harrym. Nie przyzwyczaiłam się jeszcze do obecności chłopaka, chociaż musze przyznać, że jakaś dziwna siła mnie do niego ciągnie. Wyglądam przez okno próbując nie patrzeć na Harrego, aby nie pogłębić przyciągania. Czemu nagle tyle ludzi jest niedaleko  mnie wcale nie mając złych zamiarów? Stukam palcami o drzwi samochodu nie mogąc się doczekać kiedy w końcu wysiądziemy. Chłopak zadał parę męczących pytań na które nie można odpowiedzieć tak lub nie. Nie chcę, aby było ich więcej.  Potwierdziłam moją obecność na imprezie, chociaż nie za bardzo podobał mi się ten pomysł. Chłopak odwiózł Cassie do domu, a mnie i Conn podrzucił do niej do domu. Zamin wysiadłam z Audi powiedział, że na imprezę pojedziemy razem i spotkamy się przez klubem z Connie i Niallem. Ekstra. Sam na sam z tym dziwnym gościem. Wysiadamy z samochodu i kierujemy się w stronę ładnego, kremowego domu. Connie otwiera bramę. W ogródku bawi się chłopiec, na oko sześcioletni. Ustawił na trawniku zabawkowe samochody. Jeżdzi nimi po kolei. Biegnie w naszą stronę i rzuca się na szyję Conn.
-Cześć, Colton.- idziemy dalej. Wchodzimy do ładnego domu przez duże drzwi. Na korytarzu stoi parę figurek, pamiątek z innych krajów jak się domyślam. Na ścianach wiszą obrazy. Kierujemy się w górę po drewnianych schodach. Dom jest przestronny, ale przytulny. Dokładnie jak z moich marzeń. Connie otwiera białe drzwi i wchodzimy do pokoju w kolorze  ecri. Pod ścianą stoi łóżko, a na przeciwko niego biurko. Na ścianach wiszą plakaty. Na ziemi leży biały, puszysty dywan, a na szafce nocnej stoi mała lampka. Duża szafa obklejona jest rysunkami przestawiającymi ludzi i krajobrazy. W rogu pokoju stoi gitara akustyczna.
-Grasz?-pytam. Domyśliłam się, że rysunki zostały narysowane przez Connie.
-Trochę. Niall często tu przychodzi i mnie uczy.-ciągle tylko Niall, Niall, Niall... Siadamy na łóżku. Rozglądam się jeszcze raz po pokoju.- Dobra, czas wybrać ci sukienkę! Co ty na jakąś dziewczęcą? Do tego może ładne szpilki, bo mam kilka par. Potem zajmiemy się mną, jak na razie to ty musisz zauroczyć Harrego! Ale, zapytam ciebie. Więc jaką chciałabyś sukienkę?
-Czarna byłaby najlepsza. Fajnie by było, gdybyś miała jakieś bolerko czy coś...-mówię po chwili i wyciągam rękę odsłaniając blizny. Connie wstaje i wyciąga z szafy kilka czarnych sukienek. W drugiej ręce trzyma jeansową kurtkę. Oglądamy każdą sukienkę po kolei. Parę z nich podoba mi się, jednak żadnej z nich nie założyłabym na imprezę. W końcu decyduję się na prostą, do połowy uda, na grube ramiączka, zapinaną krótkim zamkiem z tyłu. Musze przyznać, że nie wyglądam w niej aż tak źle. Jeszcze tylko wybieranie sukienki dla Connie i ta nieszczęsna impreza...

_________________________________
.

poniedziałek, 21 maja 2012

Rozdział I: Frankie


Podkład

Otwieram gwałtownie drewniane drzwi. Wpadam do domu. W jednej ręce trzymam papierosa, w drugiej puszkę w której zostało niewiele piwa. Wyrzucam papierosa przed domem. Z kuchni dobiegają odgłosy kłótni Elizabeth i Johna. Pewnie znowu się upił. Znowu robi awanturę. Z resztą, Elizabeth wcale nie jest lepsza. Tęsknię za tatą. Myślę o tym, co ze sobą zrobiłam. On nigdy by do tego nie dopuścił. Pamiętam, jak przestrzegał mnie przed alkoholem, narkotykami i papierosami. Byłby wściekły. Ciekawe, czy patrzy na mnie. Mam nadzieję, że nie. Wkurzyłby się. Rzucam na ziemię skórzaną kurtkę. Elizabeth, znana także jako moja matka, podbiega do mnie.
-Gdzie ty się szlajasz? Nie chcę następnych  telefonów ze szkoły. Nie chcę wiedzieć, że kradniesz. Nie tak cię wychowałam. Dużo lepiej byłoby, gdybyś się nie urodziła.
Powtarzam sobie w myślach ostatnie zdanie. Za każdym razem, kiedy Elizabeth je wypowiada boli tak samo. Może ma rację. Nie powinnam się urodzić. Biegnę na górę zanim w moich oczu wyleją się łzy. Już po chwili znajduję się w moim pokoju. Siadam na łóżku i obejmuję nogi ramionami. Łzy ciekną mi po twarzy. Wydaje się, że nie może być gorzej. Często mi się tak wydaje, ale to tylko złudzenie. Jest coraz gorzej. Podnoszę małego pluszowego misia. Dostałam go od taty lata temu. Pluszak jest brudny od tuszu do rzęs. Przytulam go do twarzy. Wtedy znikąd do głowy przyszło mi pytanie, czy ja w ogóle potrafię kochać? Miłość, to takie ludzkie uczucie, wydaje się, że każdy jej doświadczył. Próbuję sobie przypomnieć czy kiedykolwiek usłyszałam te dwa słowa, niby zwyczajne, a jednak takie ważne. Nie potrafiłam sięgnąć pamięcią. Nie potrafię kochać. Mój szloch przeradza się w płacz. Podginam rękawy ciemnej bluzy przejeżdżam kciukiem po bliznach na nadgarstku. Jest ich pełno. Kiedyś robiłam to często, za każdym razem, kiedy ktoś mnie zdenerwował. Teraz ograniczałam się do minimum. Zawładnął mną płacz. Nie chciałam płakać. Otarłam łzy wierzchiem dłoni. Natychmiast zajrzałam pod łóżko, by sprawdzić, czy został jakiś alkohol. Nic. Zauważyłam stary notes tuż przy ścianie. Wyciągnęłam rękę i chwyciłam notatnik. Okazało się, że to stary  pamiętnik. Otworzyłam go na przypadkowej stronie.
Drogi pamiętniczku!
Dziś są moje dziesiąte urodziny. Czekałam na nie długi czas, bo tatuś obiecał mi drogi prezent. Tato, gdzie jesteś? Nie potrzebuję prezentu, jeśli to dlatego cię nie ma. Proszę, wróć. John cały czas na mnie krzyczy, tak samo jak mama. Cassie też tobą tęskni. Jest okropnie, wszyscy zapomnieli o moich urodzinach. Czy odszedłeś przeze mnie? Dlatego, że cię denerwowałam? Bo chciałam drogi prezent? Proszę, wróć. Będę najgrzeczniejszym dzieckiem świata, obiecuję, tylko niech będzie jak dawniej!
Rzucam notesem w kąt pokoju. Nie chcę pamiętać. Wtulam głowę w poduszkę i poprostu leżę. Nie mam siły na płacz. Nie mam siły na smutek. Podnoszę głowę i szukam wzrokiem czegoś ostrego. Wtedy drzwi pokoju otwierają się, a do środka wchodzi Elizabeth.
-Mogę dziś spać u ciebie, córeczko?-pyta.
-Córeczko?! Mówisz serio? Nagle sobie o mnie przypomniałaś, kiedy John wyrzucił cię z sypialni? Wiesz co, wal się. Śpij gdzie chcesz, ale bądź pewna, że dziś w nocy mnie nie zobaczysz!-krzyczę, a łzy spływają mi po policzkach. Błyskawicznie wybiegam z pokoju, a potem z domu. Biegnę przed siebie, nawet nie wiem gdzie. Po kilkunastu minutach biegu zmęczenie bierze górę. Siadam na jednej z ulic Londynu i chowam twarz w dłoniach. Płaczę. Znowu czeka mnie noc na ławce. Czuję jak ktoś siada obok mnie. Nie boję się, jak chce może mnie zabić. Wszystko mi jedno. Ocieram łzy.
-Nie sądzisz, że to niebezpieczne siedzieć tutaj o tej godzinie?-mówi głębokim głosem chłopak w kapturze. Nie widzę jego twarzy, myślę jednak, że jest w moim wieku.
-Nie, jeśli nie masz zamiaru mi nic zrobić-odpowiadam obojętnym tonem. Możesz mnie zabić, dopowiadam w myślach.
-W porządku, nic ci nie zrobię. Mogę cię jedynie odprowadzić do domu.
-Nie chcę-mówię szorstko.-Nie potrzebuję przyjaciół.
-Co tu robisz?-zmienia temat. Sprytne.
-Opalam się.
-Mówię serio.
-Ja też. Zabronisz mi się tu opalać?-pytam sarkastycznie. Dawno z nikim nie rozmawiałam.
-Uciekłaś z domu? Jesteś w ciąży?
-Co? Nie!
-Je też mam problemy...-mówi, po czym kieruje wzrok na mój nadgarstek. Patrzy na niego przez chwilę-Nie rób tego. Jesteś piękna.
-Nie mów mi co mogę, a czego nie. To moja sprawa.-jesteś piękna, jesteś piękna... te słowa tkwiły w moim umyśle. Kim był ten chłopak?-Co ty tu tak w ogóle robisz?
-Spacer.
-Idealna pora na przechadzkę.
-Wiem, teraz przynajmniej nie ma paparazzi-urywa nagle.
-Paparazzi?-pytam zdziwiona. Nie odpowiada, więc gwałtownie ściągam mu kaptur.- Skąś cię kojarzę...
-Harry Styles-Mówi. Patrzę na niego pytająco.- Z One Direction.
-Oh.
-Oh? Miliony dziewczyn zaczęłyby wrzeszczeć na mój widok, a ty mówisz tylko zwykłe oh?
-Niesamowite, nie?-pytam sarkastycznie. Patrzy na mnie jak na idiotkę- W sumie to nawet nie wiem co ja nadal tu robię. Lepiej już pójdę...
-Czekaj-przerywa mi.- Jestem pewny, że potrzebujesz z kimś pogadać.
-Racja. Chcesz posłuchać mojej historii? Proszę bardzo. Mój ojciec zmarł tuż przed moimi dziesiątymi urodzinami. Wprowadził się John. Nienawidzę go. Spieprzył mi życie. Często myślę o samobójstwie, ale jestem zbyt słaba, dlatego miałam skrytą nadzieję, ze ty mnie zabijesz. Siedzę tu, bo nie mam gdzie wrócić. Pewnie czeka mnie kolejna noc na ławce.  A potem wszystko będzie takie samo. Wrócę do Elizabeth i Johna, ludzie w szkole będą mnie wyśmiewać, ja nadal będę ćpać i pić. Mam zajebiste życie, prawda?
-Jesteś piękna-mówi po chwili  milczenia.
-Nie powtarzaj się-odpowiadam. Podnoszę się i mam zamiar już iść, kiedy chłopak łapie mnie za rękę. Przejeżdża palcem po bliznach i przyciska małą karteczkę do mojej dłoni.
-Mam  nadzieję, że zadzwonisz, Frankie.-zaraz, czy ja mu mówiłam moje imię? Jakoś mi się nie wydaje... Chowam karteczkę do kieszeni i odchodzę.

_____________________________
Przepraszam, że taki krótki. Następny jest duużo dłuższy. Jest już napisany, to kiedy go zamieszczę zalezy od liczby komentarzy. Może 5 komentarzy=nowy rozdział? Co Wy na to?